niedziela, 14 sierpnia 2016

GAYLE FORMAN "Ten jeden dzień"

Nie było mnie tu milion lat i jeden dzień, wiem. Niestety są rzeczy ważne i ważniejsze, w tym wypadku wygrał ostatni rok studiów magisterskich, pisanie pracy no i praca na cały etat. Mało czytałam, bo miałam mało czasu, a jak już jakiś czas się znalazł, to jedynie na lektury związane z pracą magisterską. Ciężkie to było pół roku. 

Nie wiem, czy wracam. Na pewno nie wracam w takiej formie, w jakiej pisałam do tej pory. Chciałabym tu bywać i pisać spontanicznie. Czasem lakonicznie. Czasem nieskładnie. Po prostu tak, żebyście wiedzieli, co o tych książkach myślę, ale żebym ja nie musiała myśleć, czy każde zdanie napisałam poprawnie. Bo pewnie nie napisałam. No i co z tego? 
Dorosłam chyba do tego, że to mój blog i mogę sobie na nim pisać jak chcę. Wtedy będzie mi to sprawiało największą przyjemność, tak po prostu.

Nie wiem, czy ktokolwiek mnie jeszcze pamięta. Nie wiem, czy ktokolwiek skomentuje. Ale brakowało mi tego pisania, zapisywania, co mi się w książkach podobało, a co nie. Bo te wrażenia często są tak ulotne, że coś, co wywołało mój zachwyt wkrótce zmienia się tylko w ulotne wspomnienie czegoś wspaniałego, co nie do końca pamiętam. A chciałabym pamiętać te wszystkie cudowne książki, które pojawiły się w moim życiu.

Bla, bla, bla.



Macie czasem takie dni, że wstajecie z łóżka i chce wam się poczytać o miłości? Wczoraj właśnie miałam taki dzień. Lubię czytać książki o miłości, lubię sobie przy nich popłakać. Czasem trzeba, od razu się człowiekowi jakoś lżej robi na duszy. 

Ten jeden dzień przeczytałam w jeden dzień. W tej powieści bardzo dużo dzieje się na początku, główna bohaterka Allyson, poznaje tajemniczego chłopaka Willema i postanawia zrobić coś totalnie szalonego - jedzie z nim na jeden dzień do Paryża. Dziewczyna jest typem kujonki, grzecznej, ułożonej, której rodzice zaplanowali już świetlaną przyszłość. Jej decyzja o spontanicznej wycieczce jest zatem istnym wariactwem, mimo to, jedzie, a już na miejscu przeżywa najwspanialszy dzień swojego życia i zakochuje się w Willemie, o którym praktycznie nic nie wie, i który zostawia ją po burzliwej nocy samą i bez pieniędzy, za to ze złamanym sercem.
Od wyjazdu mijają miesiące, a Allyson próbuje jakoś się pozbierać, co kompletnie jej nie wychodzi. W końcu dochodzi do wniosku, że tamten dzień nie da jej spokoju, dopóki nie dowie się, dlaczego Willem uciekł. I tak zaczyna robić wszystko, żeby go odnaleźć i wszystko, żeby jeszcze raz pojechać do Paryża, który odmienił jej życie.

Prócz głównego, miłosnego motywu, ta powieść, to też historia o dziewczynie, która nigdy nie żyła pełnią życia, nigdy nie otwarła się wystarczająco na ludzi. O dziewczynie, która żyła pod kloszem rodziców, miała tylko jedną przyjaciółkę i robiła wszystko by zadowolić swoją rodzinę, a nie siebie. Dzięki spontanicznej decyzji, Allyson zauważa to wszystko i jej dotychczasowe życie przestaje ją zadowalać. Zaczyna też walczyć o siebie i swoją niezależność. Zmienia się, choć zmiana dużo ją kosztuje - złość mamy, utratę przyjaciółki, areszty domowe i poczucie, że wszystkich rozczarowała. Zyskuje jednak dużo więcej - pewność siebie, której do tej pory nie miała, poczucie, że wreszcie robi coś tak, jak ona tego chce, radość ze studiowania, które wcześniej było istną katorgą. 

Podobała mi się ta książka. Jest lekka, przyjemna, w odpowiednich momentach wzruszająca. Znlazłam w niej wszystko, czego potrzebowałam żeby się zrelaksować i odmóżdżyć a gratis dostałam niezłą porcję Szekspira, który przewija się tu i ówdzie w całkiem nowy, świeży sposób (mimochodem tylko, spokojnie). 

Zakończenie otwarte, zatem lecę do biblioteki szukać drugiego tomu.


poniedziałek, 18 stycznia 2016

MAŁGORZATA WARDA "Jak oddech"



O Małgorzacie Warda słyszałam wiele i zwykle były to opinie pozytywne. W końcu udało mi się dorwać jedną z jej książek i chyba już wiem, skąd te wszystkie komplementy.

Jasmin i Staś, historia miłosna. Czy jednak na pewno? Od dziecka nierozłączni, wspólnie wychowywani, znający się prawie na wylot. Są swoimi pierwszymi miłościami, pierwszymi pocałunkami i pierwszym "razem". Na dobre i na złe, nie wątpiąc, że tak po prostu miało być. I nagle Staszek znika. Bez śladu, jakby rozpłynął się w powietrzu. Jakiś czas później matki zakochanych otrzymują zdjęcie Stasia, przedstawiające go związanego i posiniaczonego. 
Rodzina szaleje z niepokoju, czas przecieka przez palce. Jasmin ciągle ma nadzieję, ale coś podpowiada jej, że coś w tym zniknięciu jest nie w porządku. 

Jak to jest, być razem przez całe życie? Miłość, a może tylko przywiązanie, albo głos rozsądku? Co, jeśli jedna połowa przestaje chcieć, co, kiedy już nie potrafi?
Warda w swojej książce umiejętnie kieruje uczuciami, mąci czytelnikowi w głowie. Dużo u niej retrospekcji, przeskoków od dawniej, do teraz. Dzięki temu dobrze poznajemy i bohaterów i ich wzajemne relacje. 
Nie wszystko jest jasne, coś ciągle umyka i choć zdajemy sobie z tego sprawę, to trudno jest nam uchwycić, co zgrzyta. Gdy w końcu sprawa się rozwiązuje, jesteśmy zaskoczeni, zdumieni, zagubieni.

Czasem miłość jest tak wielka, jak oddech, bez którego nie można żyć. Tak wielka, że w końcu nas przerasta i każe uciekać.

"Jak oddech" nie jest lekkim romansem i choć czyta się ją łatwo, pozostawia w pamięci sporo pytań bez odpowiedzi. Takie właśnie powieści lubię, więc to na pewno nie moje ostatnie spotkanie z autorką.

sobota, 16 stycznia 2016

JUSTYNA POLANSKA "Pod niemieckimi łóżkami. Zapiski polskiej sprzątaczki"



Justyna Polanska w wieku 18 lat, nie znając języka ani świata, przeniosła się do Niemiec. W chwili obecnej mieszka tam z mężem i rodziną. Po latach pracy na stanowisku sprzątaczki, kobieta postanowiła podzielić się z czytelnikami swoimi doświadczeniami.

Zawód sprzątaczki zazwyczaj nie kojarzy się z niczym przyjemnym, nie jest też pracą, o której marzy się będąc dzieckiem. Właściwie dlaczego? Przecież to bardzo popularny zawód, bardzo potrzebny, a mimo to nie szanowany. 
Autorka opowiada w swojej książce o dziwnych klientach, niemoralnych ofertach, nieufności wobec niej czy przedmiotowemu traktowaniu. Obnaża wszystkie wady porządnych Niemców, którzy mają ją za niedouczoną prostaczkę. która nie potrafi nawet napisać SMSa. 
Oczywiście książka nie jest utrzymana jedynie w pesymistycznym tonie, zdarzają się też klienci uczciwi i serdeczni. Autorka opisuje nawet najbardziej nieprawdopodobne sytuacje w sposób zabawny i ironiczny, i trzeba przyznać, że jej się to udaje. 

Myślę, że celem napisania i opublikowania tej książki, była chęć oczyszczenia zawodu sprzątaczki ze złych skojarzeń. Autorka chciała pokazać, że ta praca nie różni się znacząco od żadnej innej i powinna być traktowana z należnym jej szacunkiem. Justyna Polanska chciała udowodnić, że sprzątaczka, to też człowiek, że ma swoje słabości, ale ma też swój honor.

Polecam tę lekturę każdemu, kto ma ochotę rozerwać się i bezkarnie powyśmiewać się z naszych poważnych sąsiadów Niemców.

piątek, 25 grudnia 2015

ED SHEERAN, PHILLIP BUTAH "Graficzna podróż"


Ed Sheeran to artysta, którego piosenki bardzo lubię. Z wyglądu raczej nie przyciąga uwagi: niebieskooki rudzielec w typie hobbita (z książki dowiedziałam się, że chciał hobbita zagrać ;)). Co sprawiło, że tak niepozorny chłopak jest teraz gwiazdą światowego formatu? To na pewno jego upór w dążeniu do celu, ale i wiele lat praktyki, nie tylko zwyczajny talent.
"Graficzna podróż" to autobiografia Eda współtworzona wraz z jego przyjacielem Phillipem, który opatrzył ją autorskimi portretami, tak jak opatruje graficznie każdą jego płytę. 

"Graficzna podróż" to historia chłopca, który miał wielkie marzenia, i który robił wszystko, żeby je zrealizować. Niebagatelną w tym rolę odegrali jego rodzice, szczególnie tata, który wspierał syna na każdym kroku, nawet gdy ten od szkoły wolał wyruszyć w trasę koncertową. 
Ed nie od zawsze jest znanym piosenkarzem. Na początku był chłopakiem, który wszędzie się wciskał, grał za darmo tam, gdzie się dało, żył za dwadzieścia dolarów dziennie, spał w linii metra i ledwo wiązał koniec z końcem. Nigdy nie narzekał jednak na swój los, przeciwnie, czuł się szczęśliwy i ciężko pracował, by coś w życiu osiągnąć.

Po lekturze "Graficznej podróży" mogę śmiało powiedzieć, że Ed Sheeran, to nie tylko wspaniały wokalista, ale również zwyczajnie "fajny" chłopak. Gwiazda, jakich mało, bo nie nękana przez fotoreporterów, nie dręczona przez psychofanów. Człowiek, jak każdy z nas, z dodatkiem w postaci przepięknych piosenek odnoszących się do jego życiowych doświadczeń. 

Prócz zasadniczego tekstu, książka wypełniona jest wieloma portretami Eda wykonanymi przez Phillipa Butah. Na jej końcu jest również krótki rozdział napisany przez artystę. Phillip dzieli się tam z czytelnikami swoim przepisem na sukces, ale pisze też o Edzie, o tym, że bardzo go szanuje, bo pozwala mu robić to na czym się zna i w nic się nie wtrąca. Mówi też o rodzicach muzyka, którzy od początku bardzo go wspierali i kibicowali mu. 

"Graficzna podróż" to niesamowita książka. Autobiografia, ale też przepis na odniesienie sukcesu, do którego droga nie jest usłana różami. To też bardzo ładny album ze zdjęciami, portretami, czy okładkami płyt Eda. Lektura, którą czyta się w jeden wieczór, wręcz chłonie. Książka o zwykłym,a z drugiej strony niesamowitym artyście, jakim jest Ed Sheeran.




wtorek, 15 grudnia 2015

IAN MCEWAN "Betonowy ogród"



Kolejna powieść, którą miałam na swojej niekończącej się liście książek, które chcę przeczytać (powiedzcie, że też macie taką listę!). Kolejna, co do której nie miałam konkretnych oczekiwań, bo nie pamiętałam o czym jest (plusy długich list ;)). Kolejna, która zbiła mnie z nóg.

Zwykła rodzina, ani biedna, ani bogata. Czworo dzieci, ojciec trzymający je krótko i mama o łagodnym charakterze. Najpierw umiera ojciec, a matka stopniowo podupada na zdrowiu. Najważniejsze dla nich jest, by utrzymywać dom, by rodzina pozostała razem. Główny bohater, Jack, jest nastolatkiem, dojrzewa i przeżywa swój nastoletni bunt. Zazdrości siostrze jej kontaktu z mamą, więc wszystkim okazuje niechęć. Gdy po długiej walce z chorobą mama umiera, rodzeństwo nie wie, co z tym zrobić. Za wszelką cenę chcą pozostać razem, nie chcą, żeby odebrano im małego Toma. Jack i Julia znoszą więc zwłoki matki do piwnicy, wkładają do dużej skrzyni, a tą zalewają betonem. Ale to nie koniec dziwnych zdarzeń.

Książka jest krótka, więc ciężko opowiedzieć o niej tak, żeby nic nie zdradzić. "Betonowy ogród" jest powieścią dziwną, momentami chorą, psychodeliczną i przesiąkniętą strachem. Czasem czuć wstręt, albo słodkawy odór zwłok rozkładających się w piwnicy. Powieść jest zbiorem ludzkich lęków i dziwactw. Wciąga, ale nie w ten przyjemny sposób, raczej jak wciąga coś co jest nam obce, okropne, ale chcemy mimo wszystko zobaczyć co się stanie, kiedy podejdziemy bliżej. 
Mimo absurdalności całej fabuły, przy lekturze czujemy emocje, które popychają bohaterów do takich lub innych czynów i rozumiemy, że tak być musi, że nie da się tej sytuacji rozwiązać w inny sposób.

Zakończenie książki jest po prostu końcem wszystkiego. Końcem koszmaru, końcem dociekań, wybuchem spaczenia, eksplozją świństwa. I nie zostaje już nic. Koniec.

sobota, 5 grudnia 2015

ERIC-EMMANUEL SCHMITT "Trucicielka"


Eric-Emmanuel Schmitt jest jednym z moich ulubionych pisarzy, a teraz chyba również jedynym, który przedstawił mi gatunek, jakim jest opowiadanie, w tak korzystnej formie, że byłam więcej niż zadowolona. Jak to uczynił? Napisał na końcu "Trucicielki" dziennik, w którym pisze, że opowiadanie wymaga godzin pracy i trudu, bo pozbawione jest niepotrzebnych opisów, sugestii i "lania wody" (to już moje dopowiedzenie). I wszystkie jego argumenty do mnie trafiły. 

"Trucicielka" to opowiadania o zbrodniach, grzechach, nienawiści i goryczy. Ale też o odkupieniu, o chęci poprawy, o wybaczeniu. Każde z nich jest inne, łączy je jedynie bardzo zbliżona tematyka, wszystkie też zawierają motyw św. Rity, patronki spraw beznadziejnych. Wzmianka o św. Ricie sugeruje, że zawsze jest jakaś droga do rozwiązania problemu, nawet gdy los płata nam figle na każdym kroku.

W tomiku znajdują się cztery opowiadania i bardzo trudno jest mi wybrać to, które mogłabym uznać za najlepsze. Chyba mimo wszystko na szczycie rankingu plasuje się tytułowe opowiadanie o trucicielce, która zabiła trzech swoich mężów, do samego końca grała niewinną, by otworzyć się jedynie przed księdzem, którego również pragnęła zniewolić.

Na pewno nie ma wśród tej czwórki opowiadania, które nie miałoby czegoś w sobie. Schmitt jest mistrzem w tym, co robi i dzięki niemu jestem w stanie polubić opowiadania, a nawet chętnie je czytać.

Jeśli czytaliście "Odette i inne historie miłosne", to "Trucicielka" będzie dla was fantastycznym kontrastem. W końcu od miłości do nienawiści wiedzie krótka droga.

niedziela, 22 listopada 2015

Stosik recenzencki

Hej kochani! Za oknem zimno i ponuro, więc postanowiłam opowiedzieć wam miłą dla ucha mola książkowego opowieść.

Kilka dni temu wracałam z pracy późno w nocy. Byłam zmęczona, poirytowana i w ogóle jakaś  nie w sosie. Wchodzę do domu, a tam leży jakaś duża paczka zaadresowana do mnie. Oczywiście od razu zabrałam się za rozpakowywanie i moim oczom ukazało się toooo:




Nic tak nie poprawia humoru, jak piękny stos nowiutkich i pachnących książek od Pani Iwony Wodzińskiej z Insignis :).

A oto co zawiera stos (od dołu):
  1. Ed Sheeran, Phillip Butah Graficzna podróż - Eda Sheerana lubię słuchać, poza tym, wydaje mi się bardzo ciekawą osobowością, więc chętnie więcej się o nim dowiem.
  2. Dmitry Glukhovsky Metro 2033 - W KOŃCU MAM! Jak wiecie, albo i nie wiecie, seria Uniwersum Metro 2033 dawno temu zyskała sobie moją sympatię, która to utrzymuje się do dzisiaj. Do tej pory nie czytałam jednak oryginałów i przedstawicieli serii. Cieszę się, że będę mogła nadrobić.
  3. Dmitry Glukhovsky Metro 2034 - tom drugi.
  4. Dmitry Glukhovsky Metro 2035 - całkowita świeżynka, jeszcze pachnie drukarnią.
  5. Jeremy Clarkson Co może pójść nie tak? - bardzo lubię jego poczucie humoru, czasem zdarzy mi się obejrzeć jego program. Czytałam nawet jedną jego książkę o samochodach, na których prawie się nie znam. I mi się podobała!
  6. Regina Brett Twój dziennik - nowa pozycja Brett, to kalendarz. Ja swój wykorzystam w nadchodzącym roku 2016, ale jest stworzony tak, by można było z niego korzystać przez następne pięć lat. Śliczna sprawa. Spodziewajcie się recenzji w najbliższym czasie.
  7. Agnieszka Przybysz Miłość i pieniądze - ani jednego ani drugiego nigdy za wiele, nie oszukujmy się. A jak można sobie pomóc w zdobyciu fortuny, to niby czemu nie skorzystać? :)

niedziela, 8 listopada 2015

ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI "Ziarno prawdy"


Zygmunt Miłoszewski był mi dotąd postacią nieznaną. „Ziarno prawdy” znałam raczej jako film, który całkiem niedawno wyświetlano w kinach. Filmu nie widziałam, a książkę wzięłam do rąk właściwie przypadkiem, mogę jednak powiedzieć, że był to przypadek fortunny.

Rzecz dzieje się w Sandomierzu. Prokurator Teodor Szacki przenosi się tam z zatłoczonej Warszawy, by uciec od małżeńskiej katastrofy i skorzystać z wolności (co właściwie średnio mu się udaje). Początki kariery w Sandomierskiej prokuraturze nie są zbyt obiecujące. Sprawy, które mu przydzielają nie stanowią dla niego większego wyzwania, więc, gdy zostaje wezwany do zabójstwa kobiety, podchodzi do zadania z całym swoim profesjonalizmem.  W miasteczku, w którym nadal królują przesądy sprzed lat i uprzedzenia na tle pochodzeniowym, zabójstwo przy pomocy żydowskiego noża do rytualnego uboju zwierząt brzmi jak wyjątkowo podły żart, albo pomysł szaleńca.

Jest więc zagadka i to nie byle jaka. Jest kilku podejrzanych, którzy bardzo nie lubią wyjawiać swoich sekretów obcemu mężczyźnie wściubiającemu nos w nie swoje sprawy. Jest wreszcie sprawca, nieuchwytny do samego końca, bardzo kreatywny w popełnianiu zbrodni i chory… bo zwykłe szaleństwo, to w tym przypadku nieadekwatne określenie.

Kryminał właściwie idealny. Bohaterowie wyraźni, nie ma u Miłoszewskiego dwóch takich samych postaci. Główny bohater wyróżnia się swoim wyglądem, zachowaniem, powściągliwością, ale też pewnym wielko miastowym sposobem bycia. Inne postacie, również posiadają cechy charakteru po których bardzo łatwo je rozpoznać. Są bohaterowie jednoznacznie źli i jednoznacznie dobrzy. Są też tacy w odcieniach szarości, których trudno rozgryźć.

„Ziarno prawdy” czyta się naprawdę przyjemnie i szybko. Książka jest napisana z dużą dozą ironii i satyry, Teodor Szacki wyróżnia się ciętym językiem i o ile w rozmowie jest rzeczowy i poważny, o tyle bardzo często folguje sobie w myślach, co jest świetnym połączeniem. 

Zygmunt Miłoszewski napisał kryminał wyróżniający się nie na tle innych gatunkowo zbliżonych książek. Choć nie jestem ekspertem w tym temacie, myślę, że „Ziarno prawdy” spodoba się zarówno konserom, jak i czytelnikom, którzy z tym gatunkiem literackim mają doczynienia jedynie sporadycznie. 

środa, 28 października 2015

Zapowiedź: Ed Sheeran "Graficzna podróż"

Ed Sheeran Graficzna podróż – pierwsza autoryzowana biografia genialnego muzyka już za tydzień w księgarniach!

Graficzna podróż to pierwsza opowieść o drodze, jaką przebył muzyk stając się międzynarodową gwiazdą. Książkę wypełniają wspomnienia Eda, ilustracje stworzone przez Phillipa Butaha – przyjaciela Eda z dzieciństwa i artystę odpowiedzialnego za graficzną oprawę jego singli i płyt oraz wyjątkowe fotografie.
Na kartach Graficznej podróży Ed wspomina swoje pierwsze muzyczne doświadczenia, zdradza źródła inspiracji oraz szczegóły dotyczące swoich nagrań i koncertów – aż do wydania drugiego albumu „X”. Dzięki książce odkryjemy, co napędza Eda na ścieżce artystycznej wędrówki i jak radzi sobie z oszałamiającym sukcesem. Dowiemy się również, czego jego zdaniem potrzebuje każdy młody muzyk, by zaistnieć w branży.
Wspomnienia Eda, jedyne w swoim rodzaju portrety Phillipa Butaha i świetne zdjęcia – wszystko to sprawia, że Graficzna podróż jest wyjątkową książką poświęconą wyjątkowemu artyście.


Zapraszam was również do obejrzenia filmu o kulisach powstawania książki :)




piątek, 23 października 2015

RUSŁAN MIELNIKOW "Mrówańcza"



Projekt Uniwersum Metro 2033 jest inicjatywą znaną na całym świecie. Pisarze z różnych krajów chcą dołączyć do Dmitrija Glukhovskiego. by pisać o świecie po zagładzie nuklearnej. Każda z książek jest inna, tak jak inni są ludzie, którzy je piszą i to czyni całą serię wyjątkową.

Rostowskie metro nad Donem. To tam w podziemiach na jednej ze stacji metra mieszka Mag. Celem jego życia jest zabić wszystkie mutanty, jakie wejdą mu w drogę. Liczy się tylko zemsta za stratę ukochanej żony i synka, których zabili żabiogłowi. 
Ilja jest samotnikiem, głosy Oleńki i Sieriożki są z nim, gdy potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem... nawet, gdy ten człowiek już nie żyje. Mężczyzna nie potrzebuje nikogo innego, co więcej, nie chce już przebywać wśród ludzi, którzy przyczynili się do jego straty. Szybko jednak okaże się, że będzie musiał przełamać swój opór, bo do miasta zbliża się niebezpieczeństwo, którego boją się nawet największe mutanty. Nadchodzi Mrówańcza.

Tak jak już wyżej wspomniałam, każda kolejna powieść wchodząca w skład Uniwersum, zaskakuje czymś nowym. Inne miasto, nowe mutanty, inny czas po apokalipsie. Książka Mielnikowa jest o tyle inna, że bardzo słabo nawiązuje do czasów przed zagładą. Po fabule można zorientować się, że minęło już wiele lat od wojny i ludzie bardzo rzadko wracają myślami do czasów, które były przed nią. Nowością jest również wprowadzenie do fabuły podmetra. Miejsca, które istniało zawsze, ale o którego istnieniu do tej pory nikt nie wiedział. Miejsca wiążącego się z tajemnicą, niebezpieczeństwem, ale i ostatnią deską ratunku.

W mojej opinii "Mrówańcza" jest jedną z lepszych pozycji w serii. Fabuła nie wieje schematyzmem, autor postarał się o wprowadzenie czegoś nowego, co urozmaici jego powieść. Prócz oczywistej walki ludzi z mutantami, jest również walka człowieka z drugim człowiekiem. Czy wygra ludzki odruch nakazujący bronić swojego życia za wszelką cenę, czy też pomoc bliźniemu, który znajduje się w patowej sytuacji? Autor pokazuje i takich i takich bohaterów, wiele z nich jest czarnych, albo białych, ale są też i tacy, których ciężko przyporządkować do jednej tylko kategorii. 

Dla jakich czytelników jest "Mrówańcza". Można powiedzieć, że dla wszystkich, natomiast z pewnością lepiej się w niej odnajdą osoby znające już specyfikę Uniwersum i orientujące się o co w tym wszystkim chodzi. Do polecenia oczywiście wszystkim fanom literatury post apokaliptycznej, ale też takim, którzy nie mieli z nią do tej pory styczności. Sama jestem zdziwiona faktem, iż te książki mi się podobają. Ale to chyba znak, że i wam mogą się spodobać.

piątek, 16 października 2015

ANNIE PROULX "Tajemnica Brokeback Mountain"



O tym, że istnieje literacka wersja "Tajemnicy Brokeback Mountain" dowiedziałam się stosunkowo niedawno (ale też nigdy nawet nie widziałam w całości filmu, więc to może być po części usprawiedliwieniem). Od kilku lat przed moimi oczyma przewijał się zwiastun ekranizacji, więc wydawało mi się, że będzie to coś sporego formatu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy do rąk trafiła mi cieniusieńka książeczka.

Głównymi bohaterami książki są Ennis i Jack. Oboje są biednymi chłopakami, ale jakoś wiążą koniec z końcem. Ennis nie ma rodziców, ale ma narzeczoną, Almę. Jack tuła się z miejsca na miejsce, raz po raz zdobywając dorywczą pracę. Tego pamiętnego sezonu mają pilnować owiec na wzgórzach Brokeback Mountain. Którejś nocy Ennis zamiast wrócić na zbocze góry do owiec, zostaje w przyczepie u Jacka. A że oboje nie lubią "półśrodków", jakoś tak wychodzi. Ale przecież nie są gejami. Nic z tych rzeczy.

"Tajemnica Brokeback Mountain" to bardzo krótkie opowiadanie o mężczyznach, którym od dziecka wpaja się, że homoseksualizm jest czymś złym. Przez to też w dorosłym życiu są oni zagubieni i nie potrafią odnaleźć się we własnych uczuciach. Oboje przez 20 lat życia próbują wyprzeć ze świadomości miłość do mężczyzny, nie potrafią rozmawiać o tym, co czują, starają się przekonać siebie wzajemnie, że są normalni. I uprawiają seks.

Oprócz opowiadania w książce znajduje się również historia jego powstania oraz przeniesienia go na wielki ekran. Autorka opowiada, jak wiele razy zmieniała niektóre fragmenty, a później, jak bardzo ta historia i film na nią wpłynęły. Jest tam też pewne sformułowanie, że to właśnie opowiadania powinny być ekranizowane, gdyż pozostawiają ogromne pole do popisu dla reżysera. Ja póki co nie widziałam ekranizacji od początku do końca, ale pewnie obejrzę, bo sama autorka opowiadania jest z realizacji zadowolona. 

Samo opowiadanie jest warte uwagi. Przeczytanie go wraz z notą odautorską zajęło mi nie więcej niż godzinę, myślę więc, że każdy może poświęcić na nie swój czas. "Tajemnica Brokeback Mountain" to historia napisana prosto, oszczędnie w słowa, ale mająca ogromny przekaz. To opowieść o wielkiej miłości i równie dużym cierpieniu. To opowieść o barierach i społecznych uprzedzeniach. O nienawiści do czegoś, czego się nie zna, czego się nie rozumie. O ogromnych stereotypach, które prowadzą do tragedii. Ale przede wszystkim, podkreślę jeszcze raz, o miłości. 

sobota, 10 października 2015

Stosik biblioteczny

Cześć! Dzisiaj nieco inaczej niż zwykle, bo postanowiłam wrzucić wam tutaj mój upolowany wczoraj mini stosik biblioteczny. Swoją drogą, mam milion zaległości czytelniczych, a ciągle wypożyczam kolejne książki. Cóż, taki nałóg ;).



Od góry:

1) Vladimir Nabokov Lolita
2) James Dashner Więzień Labiryntu
3) Anders de la Motte [geim]
4) Szymon Nowak Dziewczyny wyklęte


Widzicie tu jakąś pozycję dla siebie? A może coś już czytaliście i podpowiecie mi, od której książki zacząć? :)

niedziela, 4 października 2015

CHRISTOPHER MOORE "Wyspa Wypacykowanej Kapłanki Miłości"



Zaczęło się od Najgłupszego anioła a może od Baranka, już w sumie nie pamiętam. Lubię się śmiać, lubię ironię i zakrzywienie rzeczywistości, nawet, jeśli to mało ambitne. I Christopher Moore zapewnia mi taką czystą rozrywkę, co kolejny raz potwierdziłam sobie sięgając po Kapłankę Miłości.

Główny bohater, Tucker Case, jest nieco zagubioną owieczką. Jedyne, co potrafi bardzo dobrze, to podrywanie panienek. Tą umiejętność pozwala mu realizować jego zawód - Tuck jest pilotem samolotów firmy kosmetycznej Mary Jean, a stewardessy tejże firmy są niezwykle głupiutkie i chętne by "zaliczyć" pilota.
Pewnego dnia Tucker pije wódkę w barze, gdy podrywa go nieznajoma. Chcąc jej zaimponować, zabiera ją w lot, by wśród chmur uprawiać z nią dziki seks. Szkoda tylko, że lądowanie nie okazuje się przyjemne. Samolot rozbija się, cały świat nienawidzi Case'a, a ten prawie urywa sobie jaja próbując wynieść z maszyny nieprzytomną, jak się okazuje, dziwkę.
Pozostaje tylko jedno - Tucker Case musi zniknąć. Jedyną szansą jest dla niego wyjazd na Alualu do pary lekarzy-misjonarzy i ... nieco podejrzana praca za wielkie pieniądze.

"Wyspa Wypacykowanej Kapłanki Miłości" to powieść długa, zabawna i wciągająca. Mamy tam wielu bardzo barwnych bohaterów - moimi ulubionymi byli transwestyta Kimi i jego nietoperz Kimi. Dzięki takiej gamie sylwetek, przy książce nie da się nudzić i lektura przebiega nadzwyczaj szybko.

Osobiście bardzo przypada mi do gustu poczucie humoru Moora, jest to humor prosty, ale zdający egzamin i spełniający swoje funkcje. Choć pozornie błaha, powieść porusza też ważny problem, z którym można się spotkać w świecie realnym. Owszem, problem przedstawiony jest w sposób mocno humorystyczny, ale myślę, że to jeszcze mocniej podkreśla wagę sytuacji (nie zdradzę niestety o co chodzi, nie chcę spoilerować).

Podsumowując bardzo krótko, fajny odmóżdżacz, zabawna lektura na nudny, pozbawiony kolorów dzień.

poniedziałek, 14 września 2015

CECELIA AHERN "Pamiętnik z przyszłości"



Cecelia Ahern to jedna z moich ulubionych pisarek. W jej książkach czuć magię, bardzo szybko się je czyta i pozostawiają po sobie zawsze sporo emocji. Powieści Ahern śmiało można wybierać w ciemno, wiedząc, że nie zmarnuje się czasu.

Życie Tamary wywraca się do góry nogami. Jej tata popełnił samobójstwo, a ona wraz z matką przenosi się do jakiegoś domu na wsi. Pewnego dnia dziewczyna pożycza z objazdowej biblioteki dziwną książkę. To pamiętnik, który nie jest jednak zwykłym powiernikiem myśli. To on mówi dziewczynie o tym, co dopiero się wydarzy.

Łatwo można to sobie wyobrazić. Rozpieszczona nastolatka trafia na totalne odludzie, gdzie nie ma nikogo znajomego, żadnych rozrywek i zero perspektyw. Koszmar. Wiele już było książek o podobnej tematyce i przemianie bohaterki. Ta powieść jest jednak inna, bo to pamiętnik, który nagle wkracza w życie bohaterki, zmienia je raz na zawsze, i na nic zdają się protesty. 

"Pamiętnik z przyszłości" to kolejna powieść Ahern, którą czytałam z ogromną przyjemnością. Bardzo płynna, tajemnicza książka, od której ciężko się oderwać, i przy której bardzo szybko upływa czas. Myślę, że nie trzeba dodawać więcej. Zachęcam do lektury.

wtorek, 1 września 2015

FEDERICO MOCCIA "Tylko Ciebie chcę"

 
 
Federico Moccia pisze dosyć specyficznie: młodzieżowo i luźno. Dowolnie zmienia narrację, czasem rzuca wulgaryzmem, czasem coś poplącze. Mimo to, a może właśnie dlatego, bardzo go lubię. I choć do tej pory nie przeczytałam "Trzech metrów nad niebem", to zdobyłam jej kontynuację, sama o tym nie wiedząc.
 
Po dwóch latach od śmierci przyjaciela i straty ukochanej, Step wraca do Rzymu. Emocje zdążyły opaść, chłopak jest więc gotowy stawić czoła przeszłości. Wyrusza w miasto, nadal tak samo rozpoznawalny, boski Step, Step zabijaka, z którym lepiej nie mieć konfliktu. Niekoniecznie wie o tym Gin, dziewczyna, która chce mu ukraść paliwo. Już wkrótce ich wzajemne dogryzanie sobie przerodzi się po prostu w miłość. Tylko czy miłość do Gin będzie na tyle silna, że pokona miłość sprzed dwóch lat?
 
Jakiś czas temu oglądałam obie części filmu, który został nakręcony na podstawie książek Mocci. Oczywiście pożyczając powieść, nie miałam o tym zielonego pojęcia, bo nie przeczytałam notki na odwrocie okładki. Na szczęście znajomość ekranizacji w ogóle nie przeszkadzała w lekturze, przypomniałam sobie historię Stepa i Gin wzbogacając ją o wiele scen, których w filmie zabrakło i całkowicie zatracając się w lekturze.
 
Może "Tylko Ciebie chcę", to książka młodzieżowa, ale za to jak napisana! Miłość w powieści jest taka szalona, burzliwa, ale też miękka i ciepła, delikatna. Warto przemęczyć te kilka pierwszych stron, które zajmuje przyzwyczajenie się do stylu pisarza. Później, gdy już jest się w tym rytmie, wszystko inne znika, i nie można się oderwać, nie ważne gdzie się jest w danej chwili. Uwielbiam czytać o takiej miłości, lubię się nią wzruszać. To nie jest zwykłe love story, tu nie ma słodkich zakończeń. To coś prawdziwego, co każdy z nas troszkę chciałby przeżyć. Po prostu.

niedziela, 30 sierpnia 2015

COLETTE "Klaudyna w szkole", "Klaudyna w Paryżu"

 
 
 
 
Już jakiś czas temu seria o Klaudynie stała się bardzo popularna. Czytali ją młodsi, ale i starsi czytelnicy, więc nie mogłam zostać na nią obojętna. W końcu "Klaudyna" wpadła mi w ręce w jednej z bibliotek, a mój czytelniczy wybór bardzo ucieszył panią bibliotekarkę.
 
Klaudynka jest osóbką jedyną w swoim rodzaju. Bardzo ładna, piętnastoletnia (choć wygląda na mniej), oczytana i inteligentna. Z drugiej strony: wcielony diabeł - pyskata, lubiąca płatać figle, denerwować nauczycielkę i bić słabsze koleżanki.
W części pierwszej poznajemy główną bohaterkę, jej pociąg do swojej nauczycielki z angielskiego, ale też chęć zemsty, gdy ta "odchodzi" w ręce pani dyrektor. Drugi tom, to wyjazd Klaudyny do Paryża, gdzie dziewczyna nie potrafi się odnaleźć i bardzo tęskni za swoimi lasami w Montigny.
Cała powieść pełna jest zabawnych, ale i pikantnych scen. Charakter Klaudyny często sprowadza na nią kłopoty, ale jej spryt pozwala szybko się z nich wywinąć i jeszcze obrócić całą sytuację na jej korzyść.
 
Pamiętnik ten napisany jest prosto i mocno znamionuje czasy, w których żyła dziewczynka. Mamy więc opisy zwyczajów, garderoby, egzaminów na koniec szkoły i perspektyw, jakie dawały one kobiecie. Obie części podobały mi się w równym stopniu i świetnie się przy nich bawiłam. W tomie pierwszym na plan główny wysunął się romans pomiędzy nauczycielkami, w drugim zaś, autorka przyciągnęła uwagę czytelnika zniewieściałym siostrzeńcem Klaudyny.
 
Lektura upłynęła mi szybko i bardzo przyjemnie. Podobał mi się język, w jakim książka została napisana oraz sama główna bohaterka, której nie sposób zapomnieć, i którą warto poznać bliżej.
  



czwartek, 20 sierpnia 2015

DOROTA PONIŃSKA "Podróż po miłość. Maria"



To już drugi tom trylogii historycznej Doroty Ponińskiej, który mam w rękach. Tytuł bywa mylący, myślimy o gorącej miłości przysłaniającej świat, tymczasem miłość zdaje się tutaj być na drugim, choć bliskim planie.

Marynia, Marysia, Masza, próbuje odkryć zagadkę swojego pochodzenia. Ojca nie ma, a matka nie lubi rozmawiać o przeszłości. Dziewczyna mieszka z mamą i ciocią Nadire w Teodozji na Półwyspie Krymskim. Prowadzą tam pensjonat, a towarzystwo w nim przebywające, ale i mieszkańcy miasteczka, są bardzo różnorodni: Ormianie, Turcy, Rosjanie, Polacy. Nigdy nie wiadomo kogo spotka się na swojej drodze i do czego takie spotkanie może doprowadzić.

Drugi tom "Podróży po miłość" łączy się nierozerwalnie z częścią pierwszą. Chociaż to Maria figuruje w tytule, to cała opowieść toczy się w głównej mierze wokół Emilii, jej mamy i bohaterki poprzedniego tomu. Powoli czytelnik dowiaduje się, dlaczego ta mieszka w Teodozji, gdzie jest jej mąż oraz jak potoczyły się jej dalsze losy. Autorka poprzez wspomnienia odkrywa kolejne karty z życia Emilii i rozbudza ciekawość.

W swojej powieści Dorota Ponińska porusza kwestie narodowościowe, problem z określeniem, kim właściwie jestem, komu mam wierzyć, jak się zachowywać. Jest to pokazane za pośrednictwem Marysi, która bardzo długo nie wie nic o swojej przyszłości i nie potrafi zdecydować, komu powinna wierzyć. W książce znajduje się również mocno uwydatniony konflikt w Rosji, wojna z caratem i próby obalenia surowych rządów.

"Podróż po miłość" czyta się szybko, a dzięki rozdziałom opowiadanym przez różnych bohaterów, lektura jest jeszcze ciekawsza i dopracowana z każdej strony. Historia Emilii i Marii jest niecodzienna, choć pewnie wiele takich sytuacji zdarzyło się naprawdę. Jedyne, co mogę mieć do zarzucenia, to fakt, że w tomie "Maria" samej Marii było odrobinę za mało.

piątek, 14 sierpnia 2015

NICK CAVE "Gdy oślica ujrzała anioła"




Książkę Nicka Cave'a dosyć tajemniczo i pokrętnie poleciła mi koleżanka. Powiedziała, że przeczytała ją w gimnazjum, i że już nic jej od tej pory nie zaszokowało w literaturze. 
Cóż miałam zrobić? Oczywiście wypożyczyłam i przeczytałam. Od tego czasu minął prawie rok, a ja dopiero teraz zbieram się, żeby cokolwiek o tej książce napisać.

Euchrid Eucrow jest takim typem dziecka niczyjego. Ma ojca trapera i matkę alkoholiczkę. Właściwie prawie nic dla nich nie znaczy. Jest niemową, a jego brat bliźniak umarł przy porodzie. Życie Euchrida upływa na uciekaniu przed matką oraz mieszkańcami miasteczka, którzy uważają go za dziwaka i nie raz próbują zatłuc na śmierć. Główny bohater jest dziwny... delikatnie mówiąc.

Nie wiem, co napisać o tej książce. Po tak długim czasie nie wszystko z niej pamiętam. Pozostało jednak ogólne wrażenie niesmaku, obrzydzenia. Ta powieść nie jest dla wszystkich, co widać chociażby po recenzjach, jakie zbiera. Jedni są zachwyceni formą i przekazem, inni w ogóle tego nie chwytają.

Ja myślę, że do napisania takiej książki trzeba mieć w sobie coś nieokreślonego. Nie chciałabym użyć tutaj żadnego dosadnego określenia, ale dla mnie "Gdy oślica ujrzała anioła" jest wytworem chorym, spaczonym, który zostawia brud na ciele i krew za paznokciami. Nie wiem czy kiedykolwiek całkowicie zapomnę o tej książce. Ale może właśnie taki był zamysł autora.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

PAWEŁ MAJKA "Dzielnica obiecana"



"Uniwersum Metro 2033"to seria powieści o tematyce postapokaliptycznej. Autorzy książek pochodzą z różnych krajów, niemal z całego świata, a ich inspiracją jest "Metro 2033" napisana przez Dmitrija Glokhovskyego, autora i pomysłodawcę popularnego projektu.

Polska, Nowa Huta. Świat po wybuchu bomb atomowych zmienił się nie do poznania. Wszędzie pył, budynki oplecione sinym bluszczem, zwierzęta, do których lepiej się nie zbliżać, promieniowanie, a gdzieś w tym wszystkim ludzie, którzy próbują przetrwać.
W schronach Nowej Huty życie jest coraz cięższe. Ciemność, zaduch, marne pożywienie. Jedyną pociechą mieszkańców są przedstawienia wystawiane przez Pana Onufrego i jego aktorską trupę oraz loteria, dzięki której można zdobyć coś cennego z utraconego świata powierzchni. Pewnego dnia coś idzie nie tak i Pan Onufry wraz z przyjaciółmi zostaje oskarżony o zgarnianie łupów z loterii i próby ucieczki na powierzchnię. Z egzekucji udaje się uciec dwóm członkom trupy: Ewie i Marcinowi. Ich jedyną szansą jest powierzchnia, czy jednak niedoświadczonym dzieciakom, które nigdy nie widziały nieba, uda się przeżyć?

Bardzo ciekawiła mnie pierwsza powieść serii, której akcja rozgrywa się w Polsce. Opinie o książce były bardzo różne, nie bardzo wiedziałam więc, czego mam się spodziewać. 
Paweł Majka postanowił oprzeć swoją fabułę na powolnym rozpadzie ludzkości. W powieści ukazał wojnę o wszelkie dobra, pychę i zaślepienie władzą. Dwie dekady po pożodze wszelkie wyższe wartości zanikają, pojawia się wiara w dziwne bóstwa, ludzie wybijają się wzajemnie, nie zauważając, że sami przyspieszają swój koniec.

"Dzielnica obiecana" różni się znacząco od pozostałych książek z serii, które miałam okazję czytać. Tutaj wrogiem w głównej mierze jest człowiek i jego ambicje, które nie przystają do zmienionego świata. Nie do końca podoba mi się wizja autora, ale trzeba przyznać, że mogłaby ona być jednym z możliwych wariantów. 
A czy książka sama w sobie zrobiła na mnie wrażenie? Czytałam ją nieco wolniej niż inne z serii, i chyba trudniej było mi się w nią mocno wciągnąć. Jej wydźwięk jest mocno pesymistyczny, zakończenie również, ale w ogólnym rozrachunku zaliczam ją do lektur udanych. Myślę, że to całkiem dobry wstęp dla polskich autorów w projekcie Glukhovskyego.


wtorek, 21 lipca 2015

DARIA DUŻYŃSKA "Go-Go Club"



Stereotypowe myślenie o klubie go-go? Kilka dziewczyn, czarne, albo tlenione blondynki. W skąpych strojach tańczą na rurze, a jacyś, zazwyczaj obleśni, faceci ślinią się na ich widok i wkładają im banknoty za gumkę majtek. Może naoglądałam się za dużo filmów, a może część z tego, co napisałam to prawda? Postanowiłam się przekonać.

"Go-Go Club", to książka o dziewczynach pracujących w tego typu lokalu, jako tancerki. W powieści przeplata się ich życie zawodowe z życiem prywatnym. Zostaje pokazane, w jaki sposób działają takie kluby i jak duże pieniądze są w stanie zarobić, na niczego nieświadomym kliencie. To również ujawnienie relacji łączących dziewczyny, często ich przyjaźnie, ale i walka o kolejnego mężczyznę z zasobnym portfelem.

"Go-Go Club", to nie jest książka jednorodna, bo znajduje się w niej duży miszmasz. Pomimo tego, sporo można z niej wyczytać o tancerkach, o tym, co inni o nich myślą, ale również co one same myślą o sobie. Niektóre są głupiutkie, inne tylko udają, bo tak łatwiej jest usidlić klienta. Jedne mają wszystko, studia. bogatych rodziców. inne tańczą, bo nie mają co jeść. Lachonki, które swoje najlepsze lata spędzają na chodzeniu wokół rury i namawianiu facetów na drinki i tańce prywatne. Laseczki Dupeczki śpiące z pluszowym misiem zamiast mężczyzny, który by je pokochał. Bo kto chciałby kochać striptizerkę?

Książka Darii Dużyńskiej nie jest książką idealną. Denerwowały mnie w niej przede wszystkim emotikony wplecione w tekst, czy np. samo zakończenie powieści, które pasuje mniej więcej jak dowcipy o blondynkach do książki naukowej. Jedyne do czego mogłam się przyzwyczaić to pisane fonetycznie zdania po angielsku, gdyż wiedziałam, że to celowy zabieg.
Mam wrażenie, że poprzez rozważania egzystencjalne, autorka chciała przekazać czytelnikom coś ważnego. Szkoda tylko, że nijak się to ma do tematyki jej książki. To po prostu ze sobą nie współgra.

"Go-Go Club" to książka, z której trzeba czytać między wierszami i na dużo rzeczy przymykać oko, żeby odkryć jej przekaz, który wcale nie został ukryty bardzo głęboko. Ta powieść nie jest tak do końca głupia i bez sensu, jak mogłoby się wydawać. Trzeba odkryć jej drugie dno i wczytać się w to, co autorka chce nam przekazać: że praca tancerki w klubie go-go nie jest usłana różami.