„Ślepa wierzba i śpiąca kobieta”, to zbiór opowiadań. Jak
powszechnie wiadomo, bo nie omieszkałam się nie pochwalić, nie lubię opowiadań.
W tym przypadku byłam mocno niedoinformowana, wyobraźcie więc sobie moje
zdziwienie. Niezrażona początkowym szokiem, postanowiłam kontynuować lekturę i
nie żałuję swojej decyzji.
Jak już zaznaczyłam, autora można lubić, lub nie i ja należę
do tej pierwszej grupy. Czytało mi się dobrze, chyba pierwszy raz odniosłam
wrażenie, że opowieść ma odpowiednią długość, w większości przypadków nie
odczuwałam również niedosytu (!).
W każdym z utworów jest coś nieuchwytnego, jakaś cicha nutka
melancholii, której na pierwszy rzut oka się nie dostrzega. Opowiadania
zazwyczaj nie kończą się happy end’em, powiedziałabym raczej, że dogasają, jak
świeca. Choć nie są wesołe, czyta się je przyjemnie, każde troszeczkę inaczej.
Dostrzegalne są jednak nikłe podobieństwa, np. poszczególni bohaterowie, zawsze
zadziwiająco dobrze rozumieją się ze swoimi partnerami. Powiedziałabym jednak,
że to błahostki, które znacznie nie rzutują na całość. Najbardziej spodobało mi
się chyba opowiadanie pt. „Perkozek”, które jako jedno z nielicznych, było w
pewien sposób zabawne, a i jego tematyka dosyć niecodzienna i ciekawa.
Cóż więcej mówić, polecam fanom Murakamiego, którzy na pewno
się na niej nie zawiodą. Dla „początkujących” nada się równie dobrze, jako
ciekawe wprowadzenie w twórczość pisarza.