(Zanim przejdę do recenzji, chciałam powiedzieć, że ta okładka jest okropnie lekturowa. I ani mi się ważcie nią sugerować ;))
"Naną" zainteresowałam się dopiero, gdy moja przyjaciółka pisała na jej temat pracę zaliczeniową. Powiedziała mi wtedy "Przeczytaj Mani. Spodoba Ci się". Więc przeczytałam i w sumie mi się spodobała.
Tytułowa Nana, to kobieta lekkich obyczajów, która debiutuje w teatrze, w roli Długowłosej Wenus. Nie umie w ogóle śpiewać, jest typowo prostacka i wulgarna w swojej grze aktorskiej, ale ma w sobie coś, co wszystkich mężczyzn przyprawia o szybsze bicie serca. Stosunkowo szybko więc, udaje jej się omotać serca co naiwniejszych. Im trudniejszy cel, tym bardziej bawi ją jego zdobycie. Wkrótce mówi się już tylko o Nanie, a każdy mężczyzna marzy, żeby ta ogołociła go z majątku. Lecz, czy jej dobra passa może trwać wiecznie?
O postaci Nany, można byłoby pisać dużo. Na pewno jest kobietą niezwykle pewną swoich wdzięków, chciwą i rozrzutną. Jest też nierozgarnięta, nie docenia tego, co ma i gardzi wszystkimi wokół. Mnie momentami doprowadzała do szału swoim lekceważącym zachowaniem. Jeśli więc chodzi o samą kreację postaci, Zola spisał się na medal.
Książka Emila Zoli trafiła w mój gust pośrednio. Na pewno dobrze oddaje ona ducha epoki i czasy, gdy kokoty liczyły się w Paryżu bardziej niż uczciwe kobiety. Co mi przeszkadzało? Niektóre przydługawe opisy, czasem któryś z bohaterów. Ogólnie nie mogę się jednak za bardzo przyczepić. W końcu to klasyka, w dodatku dobra klasyka. Myślę, że warto się z nią zapoznać.