Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isabel Abedi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isabel Abedi. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 października 2013

ISABEL ABEDI "Whisper. Nawiedzony dom"


Isabel Abedi uwielbiam za jej „Isolę”, którą czytałam już dosyć dawno temu, a która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nic więc dziwnego, że poszukiwałam innych książek tej pisarki.

Noa wraz ze swoją mamą, znaną aktorką, Kat i jej przyjacielem-gejem Gilbertem, przyjeżdża na wakacje do domu na wieś. Budynek wymaga generalnego remontu, w czym pomaga rodzinie tamtejszy mieszkaniec, rówieśnik Noi David. Pewnego dnia, cała czwórka postanawia zabawić się w wywoływanie duchów. Okazuje się, że niewinna zabawa traktowana przez wszystkich z pobłażliwością, daje rezultat i tak oto David i Noa odkrywają morderstwo sprzed lat. Czy uda im się znaleźć mordercę? I czy duch Elizy wreszcie zazna spokoju?

„Whisper…” potwierdziła moją opinię na temat twórczości Isabel Abedi. Nastawiłam się na dobrą powieść i właśnie taką dostałam. Są takie książki, które czyta się jednym tchem, bez żadnych przerw i ta właśnie należy do tej kategorii. Każdy rozdział rozpoczyna się fragmentem pamiętnika Elizy, co podsyca ciekawość czytelnika. Styl jest prosty, dostosowany do nastoletniego odbiorcy. Akcja natomiast została poprowadzona taką drogą, by w ostatniej chwili kończyć się ślepym zaułkiem i drwić sobie z naszej naiwności.

Powieść ta skierowana jest właściwie dla odbiorcy w każdym wieku. Prostota języka na pewno przypadnie do gustu młodszemu pokoleniu, ale fabuła potrafi wciągnąć i nie jest przewidywalna, więc myślę, że i „starsze” osoby będą się dobrze czuły czytając książkę.

„Whisper…” utrzymana jest na poziomie „Isoli”, wciąga więc od pierwszej strony, czy jednak jest aż tak dobra? Po czasie stwierdzam, że obie książki zrobiły na mnie pozytywne wrażenie, jednak to „Isola” jest tą, którą lepiej pamiętam. Nie jest to jednak żaden przytyk, ostatecznie „Whisper…” czytałam, uwaga, w sierpniu zeszłego roku. Polecam. I już.

środa, 28 września 2011

ISABEL ABEDI "Lucian"

Panią Abedi poznałam zupełnie przypadkiem. Koleżanka poleciła mi jej inną książkę „Isolę”, którą niemalże wchłonęłam. Nic więc dziwnego, że na „Luciana” zdecydowałam się, gdy tylko wypatrzyłam, kto go napisał. Z gatunku jest to paranormal romance, czyli kategoria, do której od czasów „Zmierzchu” podchodzę z dużą rezerwą. Tutaj, moim dodatkowym ogranicznikiem były duże oczekiwania. Na szczęście „Lucian” im sprostał, a ja jestem pod wrażeniem pomysłu Isabel Abedi.

„- Czy przyszło ci kiedyś do głowy, że Lucian może… nie być człowiekiem?
Spuściłam wzrok.
- Nie – wyszeptałam. Pomyślałam jednak: „Tak”.”

Rebeka Wolff mieszka w Niemczech wraz z matką i jej przyjaciółką Wróbelkiem. Co środę urządzają sobie Ladies Night In. Polega to na tym, że na każdym spotkaniu jedna z nich wybiera, co będą robiły przez cały wieczór. Gdy królową Ladies Night jest mama Beki, Janne, jako zadanie specjalne ustanawia wygrzebanie ze starej szafy rzeczy do sprzedania na pchlim targu. Tej nocy dziewczyna znajduje swojego misia z dzieciństwa i śni jej się własna śmierć. Budzi się z krzykiem, a gdy podchodzi do okna zauważa dziwnego chłopaka wpatrującego się w nią. Na jego widok dziwnie się uspokaja i od tej pory stan ten towarzyszy jej ilekroć się ze sobą zetkną. A zdarza im się to coraz częściej i zawsze w dziwnych okolicznościach.

Zacznijmy od całkiem nieważnej rzeczy, jaką jest okładka. Przedstawia ona objętych chłopaka i dziewczynę, siedzących na łące przy niezbyt ładnej pogodzie. Nic nadzwyczajnego, chyba, że spojrzy się pod światło i zauważy, że chłopak ma… skrzydła.
Zaczarowała mnie ta książka, z każdą stroną zaskakiwała coraz bardziej. Przede wszystkim, nie ma w niej ani wampirów, ani wilkołaków, są za to anioły. Nie takie jednak zwykłe anioły, lecz osobliwe istoty, które wyglądają i zachowują się jak ludzie – z małymi wyjątkami.

Bohaterowie różnorodni, nie ma tylko czarnych i tylko białych. Lucian przystojny, jakżeby inaczej, ma w końcu zwracać na siebie uwagę. Rebeka natomiast nie jest klasyczną pięknością, nie jest również pierwowzorem ciapowatej Belli. Wszystkiego jest w niej po trochu, a to, czego brakuje uzupełnia jej blond włosa przyjaciółka Suse, która ma jeden niewielki defekt, o którym wie tylko grono najbliższych.
Zakończenie mocne i trzymające w napięciu do ostatniej litery. Nie wiadomo jak wszystko się skończy, w każdej chwili sprawy mogą przyjąć nieprzewidziany obrót.
Podsumowując krótko, to lubię.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Dziękuję!
www.nk.com.pl