Renee Bonneau jest pisarką powieści historycznych. Opowieść,
którą przedstawia nam tym razem, jest w pewnej części fikcją literacką,
napisaną jednak na autentycznych faktach historycznych.
„Tak naprawdę najtrudniej jest przebaczyć”, zdanie
zamieszczone u szczytu okładki, bardzo dobrze obrazuje to, z czym zetkniemy
się, czytając tą krótką powieść. Historię poznajemy z perspektywy mnicha z
klasztoru Casamarii, blisko opactwa Monte Cassino. Jest rok 1944, trwa wojna, a
w klasztorze, bracia roztaczają opiekę nad poszkodowanymi w walkach. Ojciec Matteo,
jako jedyny mnich znający język niemiecki, przynosi rannym i często również
umierającym otuchę poprzez rozmowę, czasem również pojednanie z Bogiem.
Pewnego dnia, do opactwa zostaje przywieziony
dwudziestoletni oficer z ciężką raną klatki piersiowej. Okazuje się, że chłopak
jest osobą wierzącą, a swoje cierpienie chce w jakiś sposób „uleczyć” poprzez
zwykłą rozmowę z Matteo. Tak rodzi się przyjaźń pomiędzy, jakby nie było, dwoma
stronami konfliktu (choć w klasztorze nie ma wrogów – są tylko ranni
potrzebujący natychmiastowej pomocy). Lektura upływa czytelnikowi szybko na
rozmowach o muzyce, o tym, jak spokojnie było przed wojną, o Toskanii i
niedokończonych sprawach, które najprawdopodobniej już takie pozostaną.
Niezwykła, krótka opowieść o tym, jak ogromne spustoszenie
sieje wojna. O tym, jak ciężko przebaczyć, jak boli strata, ale równocześnie o
pięknie duszy i wspomnieniach, które choć na chwilę oddalają wizję bólu i
śmierci.
Napisana w sposób dosadny, ale i przystępny dla czytelnika. Prosta w
odbiorze, co czyni ją dość melancholijną i smutną. O niesprawiedliwości losu.
Warto poznać, piękne świadectwo.
Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Promic. Dziękuję!
