Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiliam Paul Young. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiliam Paul Young. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 marca 2015

WM. PAUL YOUNG "Chata"



Jakiś czas temu (czyt. milion lat temu) recenzowałam "Rozdroża" Younga i byłam zachwycona tym, w jaki sposób autor postanowił przedstawić obraz nieba. "Chata" była pierwszą książką pisarza, jego bardzo dużym sukcesem, nie mogłam więc przejść obok niej obojętnie.

Podczas rodzinnego pikniku zostaje porwana najmłodsza córka Macka. Wszystkie poszlaki wskazują na nieuchwytnego dotąd mordercę dzieci. Główny bohater przez bardzo długi czas obwinia się o śmierć córeczki, co negatywnie wpływa na jego rodzinę. Pewnego dnia Mack dostaje wiadomość by udał się do chaty, w której znaleziono zakrwawioną sukienkę jego małej Missy. Zaprasza go tam Tata, czyli nazywany tak przez jego żonę... Bóg.

Po lekturze "Rozdroży" wiedziałam już czego mniej więcej się spodziewać, nie zdziwił mnie zatem obraz Boga, jako czarnoskórej kobiety oraz Ducha Świętego w postaci małej Chinki. Sama forma książki również jest podobna, bohater wybiera się na spotkanie z Bogiem by wyjaśnić kilka kwestii i mówiąc kolokwialnie "ulżyć sobie".

Powieść jest dobrze przemyślana i głęboko trafia do czytelnika. Autor poruszył tu problemy, z którymi każdy z nas boryka się na co dzień i starał się pokazać je z perspektywy Boga. Śmiały krok, w moim odczuciu bardzo udany.

Coś mnie jednak miejscami w tej książce drażniło. Może sama postawa Macka, słuszna, ale wyglądająca naiwnie ufność. Zdarzało się, że niektórych dialogów nie umiałam strawić, tak bardzo były wypełnione nadzieją i miłością. Za dużo tego dobrego, mimo wszystko, poczułam przesyt słodyczy.

Nic nie zmieni jednak faktu, że "Chata", to bardzo dobrze napisana powieść, która w prosty sposób pokazuje złożone relacje, jakie zachodzą pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Jest to próba wytłumaczenia pewnych mechanizmów rządzących światem, próba zreferowania ich z drugiej strony. Taka książka nie jest dla wszystkich, ateiści pewnie by ją zdyskredytowali, ale mnie się spodobała.

niedziela, 3 marca 2013

WILIAM PAUL YOUNG "Rozdroża"


Wiliam Paul Young jest pisarzem o bardzo ciekawych korzeniach. Urodził się jako Kanadyjczyk i wychował wśród plemienia z epoki kamiennej żyjącego na Nowej Gwinei, gdzie jego rodzice byli misjonarzami. Jego pierwsza powieść, „Chata”, okazała się międzynarodowym bestsellerem. Szacuje się, że „Rozdroża” pójdą w jej ślady i myślę, że, pomimo iż nie czytałam „Chaty”, mogę się do tej opinii przychylić.

Anthony Spencer, to bardzo bogaty i bardzo egoistyczny człowiek. Jego znajomych można podzielić na tych, którzy chcą się do niego zbliżyć, by czerpać z tego jakieś korzyści i na tych, którzy go nienawidzą, bo zrujnował im życie i karierę. Tony od jakiegoś czasu miewa niepokojące migreny, co nie martwi go do czasu, gdy… zapada w śpiączkę i „budzi się” w innym świecie. Ma okazję bliżej poznać tam Jezusa, który uświadamia mu, jak daleko zatracił w sobie wszystko to, co dobre. Jak odsunął od siebie bliskich, jak zamknął się za murem kłamstwa i samolubności. Mimo wszystkich złych rzeczy, mężczyzna dostaje od Taty Boga drugą szansę – w dosyć nietypowy sposób wraca na ziemię, by znaleźć osobę, której uratuje życie.

„Rozdroża”, to książka niezwykła. Z jednej strony można by o niej powiedzieć, że jest bardzo przesiąknięta religią, te wszystkie chrześcijańskie symbole, osoby. Z drugiej zaś, ta oprawa nie jest najważniejsza. Chodzi o przesłanie – człowiek nigdy nie jest sam i nigdy też nie jest za późno na to, by naprawić wyrządzone przez siebie krzywdy.

Wykreowany przez autora świat „pomiędzy”, jest prostym odwzorowaniem duszy człowieka. To od niego zależy, czy będzie to rajski ogród, czy ruina. Nie trzeba mieć wybujałej wyobraźni, żeby w ekspresowym tempie przenieść się do krainy „Rozdroży”.

Bardzo spodobali mi się bohaterowie. Jezus był uosobieniem dobroci i bezpieczeństwa, 
Babka figlarką gotową pomóc w każdej sytuacji, a Tata Bóg, choć obecny tylko przez chwilkę, był zaprzeczeniem wszystkich wyobrażeń, a jednocześnie był… niewiarygodną jasnością. Z „ludzich” bohaterów najbardziej pokochałam Cabby’ego, chłopca chorego na Zespół Downa, który trudne do zrozumienia sprawy przekładał na swój prosty i cudowny sposób.

Powieść Younga, zajmie u mnie wysokie miejsce. Czasem tak smutna, że nie sposób się nie rozpłakać, czasem zabawna. Przede wszystkim przepełniona prostą nadzieją i ufnością. Co by się nie działo, nigdy nie zostajesz sam. Zawsze masz przy sobie kogoś, kto cię kocha i kto zrobi wszystko, żebyś czuł się bezpieczny. Gorąco polecam!

Książkę otrzymałam od Pani Iwony Wodzińskiej. Dziękuję!