Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Marsden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Marsden. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 lutego 2014

JOHN MARSDEN "Jutro 7"

Gdy pisałam recenzję "Jutro 6" byłam przekonana, że to koniec serii. Że już nie spędzę całego dnia z Ellie, Fi, Lee, Homerem i Kevinem. Wyobraźcie więc sobie moją radość, gdy dopadłam "kolejną" ostatnią część.

Nie chcę za wiele spoilerować, każdy szanujący się molik książkowy powinien mieć "Jutro" chociażby w najgłębszych zakamarkach pamięci. A fanom serii chcę umożliwić miłe sam na sam, bez specjalnych rekomendacji, których tutaj zresztą nie potrzeba. 

Zdradzę jedynie, że duża część książki dotyczy tylko Ellie. Możecie mi teraz wytknąć, że we wszystkich tomach tak jest, w końcu Ellie, to nasza narratorka. Nigdy jednak nie zdarzyło się tak, że paczka przyjaciół rozdzieliła się na długi okres czasu. John Marsden postanowił zabić czytelnikom ćwieka i pobawić się w ciuciubabkę. Jak zwykle, świetnie mu wyszło.

Ja "Jutro 7" przeczytałam na raz. Po prostu ułożyłam się wygodnie, otworzyłam książkę... i nagle zrobiło się pięć godzin później. Piszę o tym, bo mało jest lektur, które wciągają mnie do tego stopnia. Zawsze zdarzy się coś, co każe mi zamknąć książkę i robić coś innego. Tu po prostu wsiąkałam w fabułę, nie mogąc się doczekać kolejnych stron, rozdziałów i tomów. 

Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, warto, na prawdę warto przynajmniej spróbować ją przeczytać. Tomy nie są długie, John Marsden umie opowiadać dobre historie, umie czytelnika zaciekawić, rozśmieszyć, sprawić by się bał i by zapłakał nad losem bohaterów. Oczywiście nie jest to literatura najwyższych lotów, "Jutro" ma służyć rozrywce. I jako rozrywka sprawdza się idealnie, w każdej możliwej sytuacji. 

niedziela, 15 grudnia 2013

JOHN MARSDEN "Jutro 6"

Ogłoszenie parafialne: czytając szóstą część "Jutro" byłam święcie przekonana, że to już ostatnia z nich :). Recenzji nie zmieniam, żeby było tak oryginalnie i żeby pasowało do późniejszej recenzji (faktycznie) ostatniej części.

Dotarłam do ostatniej części "Jutro" i jedyne, co ciśnie mi się na usta to słowa "I to już na serio koniec?!". 

"Jutro", to seria, którą czyta się na jednym wydechu. Siadasz w fotelu i nie interesuje cię nic, dopóki nie dobrniesz do ostatniej strony. Tak to przynajmniej wyglądało w moim przypadku. Zaczynając szóstą część byłam mocno zaciekawiona (jak chyba każdą kończącą daną serię książką), ale też nieco smutna, bo tak nagle miałam się pożegnać z Ellie i jej przyjaciółmi. Koniec rozwalania Wirawee. 

Jak zwykle książka okazała się świetna, ale nie spodobała mi się aż tak bardzo jak jej poprzedniczki przez zakończenie, które jak dla mnie było... suche. Czysto teoretyczne, pozbawione tego całego szaleństwa, grozy i dreszczyku emocji. Fakt ten spotęgowała wiedza, że rozczarowania nie odbiję sobie kolejną częścią. 

A co mi się spodobało? Oczywiście losy naszych "piekielnych" przyjaciół, którzy zdecydowanie za wcześnie zostali pozbawieni dzieciństwa. Nowością było również to, że pomnożyli nam się bohaterowie, co jest miłą odmianą po stopniowym kurczeniu się ekipy z Piekła. 

Więcej nie zdradzę, choć i tak zdradziłam wybitnie mało. Polecam całą serię, myślę, że nie ma osoby, która by się na niej zawiodła. Świetna rozrywka na zimne wieczory. Dla każdego.

wtorek, 26 listopada 2013

JOHN MARSDEN "Jutro 5"


Gdy zaczynałam czytać serię „Jutro”, starałam się dozować ją sobie w odpowiednich odstępach czasu, żeby zbyt szybko nie pozbawić się przyjemności z lektury. Początkowo mi się udawało, ale coś w moim systemie musiało zawieść, bo bardzo szybko zbliżam się ku końcowi.

Pięcioro nastolatków – Ellie, Fi, Homer, Lee i Kevin, na dobre zadomawiają się w Piekle i Wirawee po odrzuceniu przez Kanadyjczyków. Tym razem nie przyświeca im destrukcyjny cel, chcą jedynie znaleźć swoje rodziny i choć przez chwilkę z nimi porozmawiać. Ludzkie losy biegną jednak różnym torem i ostatecznie bohaterowie lądują w miejscu, w którym bardzo chcieli być, ale które oznacza dla nich kłopoty, jakich do tej pory jeszcze nie mieli.

Zaciekawieni? Mam nadzieję, że tak, bo kto jeszcze nie poznał tych nastolatków, powinien żałować i czym prędzej nadrabiać straty. O ile część czwarta wydawała mi się nieco spokojniejsza od poprzednich, tak piąta, w świetnym stylu nadrobiła straty.

Nie mogę doczekać się kolejnej części, choć wielkimi krokami zbliżam się do końca i myślę, że jak już dobrnę do ostatniej strony, ostatniej części, będzie mi smutno, że zabawa skończona. John Marsden niewątpliwie stworzył serię odpowiednią dla każdego czytelnika, nie ważne czy młodego, czy starszego. Czyta się to w ekspresowym tempie, idealna rozrywka pomiędzy cięższymi lekturami. Na pewno spodoba się fanom szybkiej i dynamicznej akcji. Po raz kolejny nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić.

PS. Chyba macie już dość "Jutra" ;)

sobota, 26 października 2013

JOHN MARSDEN "Jutro 4"


Ciężko sobie wyobrazić, by wśród prawdziwych moli książkowych znalazł się jeszcze taki, który nie słyszał o serii „Jutro”. Sama przez długi czas zwlekałam z lekturą, teraz za to nadrabiam z prędkością karabinu maszynowego, a sprawę mam tym ułatwioną, że nie muszę czekać na wydanie kolejnych części, bo wszystkie są już na polskim rynku.

Część czwarta różni się troszeczkę od swoich poprzedniczek. Inaczej się zaczyna, bo wreszcie nie w Piekle, inaczej przebiega, bo i Wirrawee już nie jest takie samo jak przed inwazją. Teraz znajomy teren został przekazany w ręce nowych dzierżawców i nie można się już po nim swobodnie poruszać. Patrole również są zaostrzone, co nie dziwi, patrząc na szkody, których do tej pory przysporzyli bohaterowie. Może właśnie dlatego, kolejny z ich wypadów nieco wymyka się spod kontroli. Zakończenie również w jakiś sposób odbiega od przyjętego przez Marsdena schematu. Aż nie mogę się doczekać ostatecznego starcia.

Standardowo już, jak w przypadku poprzednich części, i z tą rozprawiłam się za jednym zamachem. Nie potrafię inaczej, powieści te są stosunkowo krótkie, więc nie jest wyczynem połknąć je na raz, a ja po prostu muszę wiedzieć wszystko od razu. I już. Niektórzy mieli tak podobno z Harrym Potterem, co dla mnie jest troszkę abstrakcyjne, bo to przecież cegły niepospolitych rozmiarów.

Coraz częściej zadaję sobie pytanie jak cała historia się zakończy. Znając Marsdena, będzie to coś mocnego, co czytelnik siłą rzeczy zapamięta na dłużej. I do czego będzie chciał za jakiś czas wrócić.

Jak dla mnie cała seria mogłaby trwać bez końca, chociaż zdaję sobie sprawę, że to absolutnie niewykonalne i pewnie i mnie by się po jakimś czasie znudziło. Nie chcę za wiele zdradzać, cały opis wyszedł mi jak masło maślane, mam nadzieję, że przemówi to jednak na korzyść książki. Bo serię tą warto znać. Może nie jest to bestseller tak potężny jak Harry Potter, ale kto wie, może już wkrótce i takiego porównania się dorobi.

czwartek, 22 sierpnia 2013

JOHN MARSDEN "Jutro 3"



Czytałam wiele różnych serii, jedne były lepsze, inne gorsze. Seria „Jutro” jest zdecydowanie jedną z najlepszych, na jakie trafiłam. Staram się ją sobie odpowiednio dawkować, żeby za szybko się nie skończyła, ale dosyć marnie mi idzie.

Trzecia część, na pewno nie jedynie w moim odczuciu, jest skonstruowana inaczej od swoich poprzedniczek. Już na samym początku akcja przybiera niesamowity obrót, później jest równie szybka i emocjonująca, ale na zupełnie innym poziomie. Zmienia się również skład młodych wojowników z Wirawee. Nie zdradzę jak, przyznam jednak, że końcówka była bardzo mocna i niespodziewana. Ważne jest również to, że tym razem bohaterowie właściwie nie przebywają w Piekle. Oczywiście na myśli mam Piekło, które zapewniało im bezpieczną kryjówkę, ale o tym każdy czytelnik „Jutro” z pewnością wie.

Warto zwrócić uwagę na psychikę bohaterów, która z każdą kolejną częścią ulega zmianie. Problemu już nie stanowi zabijanie, ukrywanie się, dokładne planowanie akcji, w których giną niewinne osoby. Jeśli skonfrontowałabym to z ich zachowaniem sprzed inwazji, musiałabym powiedzieć, że to całkowicie różne osoby.

Dosyć przynudzania – czas wziąć książkę do ręki i zwyczajnie ją przeczytać. Zapewniam, że wsiąkniecie od razu, a czas przy niej spędzony nie okaże się zmarnowanym. Uff, nie zdradziłam zbyt wiele, mam również nadzieję, że udało mi się zaciekawić. Zachęcam do lektury, na mojej półce już czeka następna część.

piątek, 12 lipca 2013

JOHN MARSDEN "Jutro 2. W pułapce nocy"



Nad wypożyczeniem kontynuacji serii „Jutro” nie musiałam się nawet zastanawiać. Na szczęście, była ona akurat dostępna w bibliotece, zapowiadał się zatem dzień zatracenia w lekturze. I tak też się stało.

Akcja rozpoczyna się od pobytu w Piekle. Nastolatkowie, w nieco uszczuplonej grupie wracają tam z ostatniego wypadu do miasteczka, gdzie udało im się wysadzić most. W drugim tomie skontaktują się oni z dorosłymi i przez jakiś czas będą żyli w poczuciu złudnego bezpieczeństwa.

Nie chcę za dużo spoilerować, więc opis jest nieco chaotyczny i bardziej gmatwa niż cokolwiek wyjaśnia. Niemniej „Jutro 2” podobało mi się jeszcze bardziej niż jej poprzednia część. Akcja ciągle gna naprzód, naprawdę wiele się dzieje, a przy tym każdy epizod jest ukazany od początku do końca, nie urywkami, które tylko namieszają, a nic konkretnego do fabuły nie wprowadzą.

Bohaterowie też w pewien sposób dojrzewają, z dnia na dzień uświadamiają sobie, że są ostatnią nadzieję Wirawee i muszą walczyć z wrogiem. Z jednej strony obserwowanie tej zmiany jest fascynujące, z drugiej, napawa przerażeniem. Czytelnik uświadamia sobie, że człowiek doprowadzony do ostateczności, jest w stanie dokonać rzeczy, o których normalnie nawet by nie pomyślał.

Moją ulubioną bohaterką pozostaje chyba Fi – dziewczyna pełna gracji, wrażliwa, ale jednocześnie, gdy trzeba, zdeterminowana do walki i niezwykle silna emocjonalnie.
Każdemu, kto jeszcze nie miał okazji poznać serii „Jutro” gorąco polecam. Ja za każdym razem wprost nie mogę się oderwać, czytam jak w transie. To lektura nie tylko dla nastolatków, to lektura, która spodoba się każdemu. Po prostu bardzo dobrze napisana seria.

wtorek, 4 czerwca 2013

JOHN MARSDEN "Jutro"


Chyba nie ma już wśród moli książkowych osoby, która nie słyszałaby o serii „Jutro”. Śmiem twierdzić, że jestem na szarym końcu tych, którzy dopiero teraz po nią sięgnęli. Bestseller, jakich mało – 4 mln fanów na całym świecie. Mój zwyczajowy sceptycyzm gdzieś się ulotnił, dominowała ciekawość. Zaczęłam czytać w autobusie, niestety musiałam przerwać, gdyż zbliżał się mój przystanek. To mi jednak nie przeszkodziło, postanowiłam wprowadzić w swoje życie nieco kontestacji dla zasad uczelni i dalej czytałam na wykładzie. Wow, tyle powiem.

Króciutko o fabule – siódemka przyjaciół – Ellie, Lee, Corrin, Kevin, Fee, Homer i Robyn, postanawiają wybrać się na wycieczkę do niedostępnego miejsca w górach, o wiele mówiącej nazwie – Piekło. Nazwa ta okazuje się mało adekwatna, do uroczego zakątka, w którym spędzili pięć dni. Bardziej odpowiadała natomiast ich sytuacji, po powrocie do domu. Zastali jedynie martwe zwierzęta i brak żywej duszy. Rozpoczęła się wojna, nie obowiązują już żadne zasady.

Lubię powieści, które są uniwersalne, które może przeczytać człowiek w każdym wieku, takie, które trafią w gusta różnych odbiorców. „Jutro” kwalifikuje się, jako młodzieżówka, myślę jednak, że jest właśnie taką powieścią dla wszystkich.
Pomysł na fabułę jest oryginalny, w podobnej tematyce czytałam jedynie „Bastion” Stephena Kinga (o zagładzie biologicznej), aczkolwiek obu tytułów w ogóle nie można porównać, bo są zupełnie o czym innym.

Czyta się błyskawicznie, lektura wciąga, więc bardzo szybko się ją kończy… i niemal natychmiast ma się ochotę na więcej. Jedyny minus, jaki mogę tutaj wytknąć, to początek, który ciągnął mi się jak flaki z olejem. Miałam ochotę trzasnąć Ellie, żeby w końcu przeszła do rzeczy.

Podsumowując, rewelacja. Nic dodać, nic ująć.