Gdy pisałam recenzję "Jutro 6" byłam przekonana, że to koniec serii. Że już nie spędzę całego dnia z Ellie, Fi, Lee, Homerem i Kevinem. Wyobraźcie więc sobie moją radość, gdy dopadłam "kolejną" ostatnią część.
Nie chcę za wiele spoilerować, każdy szanujący się molik książkowy powinien mieć "Jutro" chociażby w najgłębszych zakamarkach pamięci. A fanom serii chcę umożliwić miłe sam na sam, bez specjalnych rekomendacji, których tutaj zresztą nie potrzeba.
Zdradzę jedynie, że duża część książki dotyczy tylko Ellie. Możecie mi teraz wytknąć, że we wszystkich tomach tak jest, w końcu Ellie, to nasza narratorka. Nigdy jednak nie zdarzyło się tak, że paczka przyjaciół rozdzieliła się na długi okres czasu. John Marsden postanowił zabić czytelnikom ćwieka i pobawić się w ciuciubabkę. Jak zwykle, świetnie mu wyszło.
Ja "Jutro 7" przeczytałam na raz. Po prostu ułożyłam się wygodnie, otworzyłam książkę... i nagle zrobiło się pięć godzin później. Piszę o tym, bo mało jest lektur, które wciągają mnie do tego stopnia. Zawsze zdarzy się coś, co każe mi zamknąć książkę i robić coś innego. Tu po prostu wsiąkałam w fabułę, nie mogąc się doczekać kolejnych stron, rozdziałów i tomów.
Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, warto, na prawdę warto przynajmniej spróbować ją przeczytać. Tomy nie są długie, John Marsden umie opowiadać dobre historie, umie czytelnika zaciekawić, rozśmieszyć, sprawić by się bał i by zapłakał nad losem bohaterów. Oczywiście nie jest to literatura najwyższych lotów, "Jutro" ma służyć rozrywce. I jako rozrywka sprawdza się idealnie, w każdej możliwej sytuacji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Marsden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Marsden. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 25 lutego 2014
niedziela, 15 grudnia 2013
JOHN MARSDEN "Jutro 6"
Ogłoszenie parafialne: czytając szóstą część "Jutro" byłam święcie przekonana, że to już ostatnia z nich :). Recenzji nie zmieniam, żeby było tak oryginalnie i żeby pasowało do późniejszej recenzji (faktycznie) ostatniej części.
Dotarłam do ostatniej części "Jutro" i jedyne, co ciśnie mi się na usta to słowa "I to już na serio koniec?!".
"Jutro", to seria, którą czyta się na jednym wydechu. Siadasz w fotelu i nie interesuje cię nic, dopóki nie dobrniesz do ostatniej strony. Tak to przynajmniej wyglądało w moim przypadku. Zaczynając szóstą część byłam mocno zaciekawiona (jak chyba każdą kończącą daną serię książką), ale też nieco smutna, bo tak nagle miałam się pożegnać z Ellie i jej przyjaciółmi. Koniec rozwalania Wirawee.
Jak zwykle książka okazała się świetna, ale nie spodobała mi się aż tak bardzo jak jej poprzedniczki przez zakończenie, które jak dla mnie było... suche. Czysto teoretyczne, pozbawione tego całego szaleństwa, grozy i dreszczyku emocji. Fakt ten spotęgowała wiedza, że rozczarowania nie odbiję sobie kolejną częścią.
A co mi się spodobało? Oczywiście losy naszych "piekielnych" przyjaciół, którzy zdecydowanie za wcześnie zostali pozbawieni dzieciństwa. Nowością było również to, że pomnożyli nam się bohaterowie, co jest miłą odmianą po stopniowym kurczeniu się ekipy z Piekła.
Więcej nie zdradzę, choć i tak zdradziłam wybitnie mało. Polecam całą serię, myślę, że nie ma osoby, która by się na niej zawiodła. Świetna rozrywka na zimne wieczory. Dla każdego.
Dotarłam do ostatniej części "Jutro" i jedyne, co ciśnie mi się na usta to słowa "I to już na serio koniec?!".
"Jutro", to seria, którą czyta się na jednym wydechu. Siadasz w fotelu i nie interesuje cię nic, dopóki nie dobrniesz do ostatniej strony. Tak to przynajmniej wyglądało w moim przypadku. Zaczynając szóstą część byłam mocno zaciekawiona (jak chyba każdą kończącą daną serię książką), ale też nieco smutna, bo tak nagle miałam się pożegnać z Ellie i jej przyjaciółmi. Koniec rozwalania Wirawee.
Jak zwykle książka okazała się świetna, ale nie spodobała mi się aż tak bardzo jak jej poprzedniczki przez zakończenie, które jak dla mnie było... suche. Czysto teoretyczne, pozbawione tego całego szaleństwa, grozy i dreszczyku emocji. Fakt ten spotęgowała wiedza, że rozczarowania nie odbiję sobie kolejną częścią.
A co mi się spodobało? Oczywiście losy naszych "piekielnych" przyjaciół, którzy zdecydowanie za wcześnie zostali pozbawieni dzieciństwa. Nowością było również to, że pomnożyli nam się bohaterowie, co jest miłą odmianą po stopniowym kurczeniu się ekipy z Piekła.
Więcej nie zdradzę, choć i tak zdradziłam wybitnie mało. Polecam całą serię, myślę, że nie ma osoby, która by się na niej zawiodła. Świetna rozrywka na zimne wieczory. Dla każdego.
wtorek, 26 listopada 2013
JOHN MARSDEN "Jutro 5"
Gdy zaczynałam czytać serię „Jutro”, starałam się dozować ją
sobie w odpowiednich odstępach czasu, żeby zbyt szybko nie pozbawić się
przyjemności z lektury. Początkowo mi się udawało, ale coś w moim systemie
musiało zawieść, bo bardzo szybko zbliżam się ku końcowi.
Pięcioro nastolatków – Ellie, Fi, Homer, Lee i Kevin, na
dobre zadomawiają się w Piekle i Wirawee po odrzuceniu przez Kanadyjczyków. Tym
razem nie przyświeca im destrukcyjny cel, chcą jedynie znaleźć swoje rodziny i
choć przez chwilkę z nimi porozmawiać. Ludzkie losy biegną jednak różnym torem
i ostatecznie bohaterowie lądują w miejscu, w którym bardzo chcieli być, ale
które oznacza dla nich kłopoty, jakich do tej pory jeszcze nie mieli.
Zaciekawieni? Mam nadzieję, że tak, bo kto jeszcze nie
poznał tych nastolatków, powinien żałować i czym prędzej nadrabiać straty. O
ile część czwarta wydawała mi się nieco spokojniejsza od poprzednich, tak
piąta, w świetnym stylu nadrobiła straty.
Nie mogę doczekać się kolejnej części, choć wielkimi krokami
zbliżam się do końca i myślę, że jak już dobrnę do ostatniej strony, ostatniej
części, będzie mi smutno, że zabawa skończona. John Marsden niewątpliwie
stworzył serię odpowiednią dla każdego czytelnika, nie ważne czy młodego, czy
starszego. Czyta się to w ekspresowym tempie, idealna rozrywka pomiędzy
cięższymi lekturami. Na pewno spodoba się fanom szybkiej i dynamicznej akcji.
Po raz kolejny nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić.
PS. Chyba macie już dość "Jutra" ;)
sobota, 26 października 2013
JOHN MARSDEN "Jutro 4"
Ciężko sobie wyobrazić, by wśród prawdziwych moli
książkowych znalazł się jeszcze taki, który nie słyszał o serii „Jutro”. Sama
przez długi czas zwlekałam z lekturą, teraz za to nadrabiam z prędkością
karabinu maszynowego, a sprawę mam tym ułatwioną, że nie muszę czekać na
wydanie kolejnych części, bo wszystkie są już na polskim rynku.
Część czwarta różni się troszeczkę od swoich poprzedniczek.
Inaczej się zaczyna, bo wreszcie nie w Piekle, inaczej przebiega, bo i Wirrawee
już nie jest takie samo jak przed inwazją. Teraz znajomy teren został
przekazany w ręce nowych dzierżawców i nie można się już po nim swobodnie
poruszać. Patrole również są zaostrzone, co nie dziwi, patrząc na szkody,
których do tej pory przysporzyli bohaterowie. Może właśnie dlatego, kolejny z
ich wypadów nieco wymyka się spod kontroli. Zakończenie również w jakiś sposób
odbiega od przyjętego przez Marsdena schematu. Aż nie mogę się doczekać
ostatecznego starcia.
Standardowo już, jak w przypadku poprzednich części, i z tą
rozprawiłam się za jednym zamachem. Nie potrafię inaczej, powieści te są
stosunkowo krótkie, więc nie jest wyczynem połknąć je na raz, a ja po prostu
muszę wiedzieć wszystko od razu. I już. Niektórzy mieli tak podobno z Harrym
Potterem, co dla mnie jest troszkę abstrakcyjne, bo to przecież cegły
niepospolitych rozmiarów.
Coraz częściej zadaję sobie pytanie jak cała historia się
zakończy. Znając Marsdena, będzie to coś mocnego, co czytelnik siłą rzeczy
zapamięta na dłużej. I do czego będzie chciał za jakiś czas wrócić.
Jak dla mnie cała seria mogłaby trwać bez końca, chociaż
zdaję sobie sprawę, że to absolutnie niewykonalne i pewnie i mnie by się po
jakimś czasie znudziło. Nie chcę za wiele zdradzać, cały opis wyszedł mi jak
masło maślane, mam nadzieję, że przemówi to jednak na korzyść książki. Bo serię
tą warto znać. Może nie jest to bestseller tak potężny jak Harry Potter, ale
kto wie, może już wkrótce i takiego porównania się dorobi.
czwartek, 22 sierpnia 2013
JOHN MARSDEN "Jutro 3"
Czytałam wiele różnych serii, jedne były lepsze, inne
gorsze. Seria „Jutro” jest zdecydowanie jedną z najlepszych, na jakie trafiłam.
Staram się ją sobie odpowiednio dawkować, żeby za szybko się nie skończyła, ale
dosyć marnie mi idzie.
Trzecia część, na pewno nie jedynie w moim odczuciu, jest
skonstruowana inaczej od swoich poprzedniczek. Już na samym początku akcja
przybiera niesamowity obrót, później jest równie szybka i emocjonująca, ale na
zupełnie innym poziomie. Zmienia się również skład młodych wojowników z
Wirawee. Nie zdradzę jak, przyznam jednak, że końcówka była bardzo mocna i
niespodziewana. Ważne jest również to, że tym razem bohaterowie właściwie nie
przebywają w Piekle. Oczywiście na myśli mam Piekło, które zapewniało im
bezpieczną kryjówkę, ale o tym każdy czytelnik „Jutro” z pewnością wie.
Warto zwrócić uwagę na psychikę bohaterów, która z każdą
kolejną częścią ulega zmianie. Problemu już nie stanowi zabijanie, ukrywanie
się, dokładne planowanie akcji, w których giną niewinne osoby. Jeśli
skonfrontowałabym to z ich zachowaniem sprzed inwazji, musiałabym powiedzieć,
że to całkowicie różne osoby.
Dosyć przynudzania – czas wziąć książkę do ręki i zwyczajnie
ją przeczytać. Zapewniam, że wsiąkniecie od razu, a czas przy niej spędzony nie
okaże się zmarnowanym. Uff, nie zdradziłam zbyt wiele, mam również nadzieję, że
udało mi się zaciekawić. Zachęcam do lektury, na mojej półce już czeka następna
część.
piątek, 12 lipca 2013
JOHN MARSDEN "Jutro 2. W pułapce nocy"
Nad wypożyczeniem kontynuacji serii „Jutro” nie musiałam się
nawet zastanawiać. Na szczęście, była ona akurat dostępna w bibliotece,
zapowiadał się zatem dzień zatracenia w lekturze. I tak też się stało.
Akcja rozpoczyna się od pobytu w Piekle. Nastolatkowie, w
nieco uszczuplonej grupie wracają tam z ostatniego wypadu do miasteczka, gdzie
udało im się wysadzić most. W drugim tomie skontaktują się oni z dorosłymi i
przez jakiś czas będą żyli w poczuciu złudnego bezpieczeństwa.
Nie chcę za dużo spoilerować, więc opis jest nieco
chaotyczny i bardziej gmatwa niż cokolwiek wyjaśnia. Niemniej „Jutro 2” podobało mi się jeszcze
bardziej niż jej poprzednia część. Akcja ciągle gna naprzód, naprawdę wiele się
dzieje, a przy tym każdy epizod jest ukazany od początku do końca, nie
urywkami, które tylko namieszają, a nic konkretnego do fabuły nie wprowadzą.
Bohaterowie też w pewien sposób dojrzewają, z dnia na dzień
uświadamiają sobie, że są ostatnią nadzieję Wirawee i muszą walczyć z wrogiem. Z
jednej strony obserwowanie tej zmiany jest fascynujące, z drugiej, napawa
przerażeniem. Czytelnik uświadamia sobie, że człowiek doprowadzony do
ostateczności, jest w stanie dokonać rzeczy, o których normalnie nawet by nie
pomyślał.
Moją ulubioną bohaterką pozostaje chyba Fi – dziewczyna
pełna gracji, wrażliwa, ale jednocześnie, gdy trzeba, zdeterminowana do walki i
niezwykle silna emocjonalnie.
Każdemu, kto jeszcze nie miał okazji poznać serii „Jutro”
gorąco polecam. Ja za każdym razem wprost nie mogę się oderwać, czytam jak w
transie. To lektura nie tylko dla nastolatków, to lektura, która spodoba się
każdemu. Po prostu bardzo dobrze napisana seria.
wtorek, 4 czerwca 2013
JOHN MARSDEN "Jutro"
Chyba nie ma już wśród moli książkowych osoby, która nie
słyszałaby o serii „Jutro”. Śmiem twierdzić, że jestem na szarym końcu tych,
którzy dopiero teraz po nią sięgnęli. Bestseller, jakich mało – 4 mln fanów na
całym świecie. Mój zwyczajowy sceptycyzm gdzieś się ulotnił, dominowała
ciekawość. Zaczęłam czytać w autobusie, niestety musiałam przerwać, gdyż
zbliżał się mój przystanek. To mi jednak nie przeszkodziło, postanowiłam
wprowadzić w swoje życie nieco kontestacji dla zasad uczelni i dalej czytałam
na wykładzie. Wow, tyle powiem.
Króciutko o fabule – siódemka przyjaciół – Ellie, Lee,
Corrin, Kevin, Fee, Homer i Robyn, postanawiają wybrać się na wycieczkę do
niedostępnego miejsca w górach, o wiele mówiącej nazwie – Piekło. Nazwa ta okazuje
się mało adekwatna, do uroczego zakątka, w którym spędzili pięć dni. Bardziej
odpowiadała natomiast ich sytuacji, po powrocie do domu. Zastali jedynie martwe
zwierzęta i brak żywej duszy. Rozpoczęła się wojna, nie obowiązują już żadne
zasady.
Lubię powieści, które są uniwersalne, które może przeczytać
człowiek w każdym wieku, takie, które trafią w gusta różnych odbiorców. „Jutro”
kwalifikuje się, jako młodzieżówka, myślę jednak, że jest właśnie taką
powieścią dla wszystkich.
Pomysł na fabułę jest oryginalny, w podobnej tematyce
czytałam jedynie „Bastion” Stephena Kinga (o zagładzie biologicznej),
aczkolwiek obu tytułów w ogóle nie można porównać, bo są zupełnie o czym innym.
Czyta się błyskawicznie, lektura wciąga, więc bardzo szybko
się ją kończy… i niemal natychmiast ma się ochotę na więcej. Jedyny minus, jaki
mogę tutaj wytknąć, to początek, który ciągnął mi się jak flaki z olejem.
Miałam ochotę trzasnąć Ellie, żeby w końcu przeszła do rzeczy.
Podsumowując, rewelacja. Nic dodać, nic ująć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)