„Zabijamy to, co najbardziej kochamy”
Zafón, to jeden z moich ulubionych pisarzy. Czytam jego
książki dosyć regularnie i nieodmiennie miło spędzam przy nich czas. „Pałac Północy”,
to jego druga książka, która rozgłos zyskała dopiero niedawno. Widocznie
musiała do tego „dojrzeć”.
Pewnej nocy porucznik Peake musi zmierzyć się ze śmiercią. Wie,
że oprawcy już na niego czyhają, ale ma do wykonania ostatnie zadanie. Puka do
drzwi Aryami Bose, oddaje jej dwoje niemowląt, które uratował i wychodzi w noc,
wiedząc, że nie doczeka świtu. Aryami, chcąc zapewnić bliźniętom bezpieczeństwo
rozdziela je, chłopca oddając do przytułku. Szesnaście lat później ma odbyć się
ostatnie zebranie członków Chowbar Society, nim jego członkowie wkroczą w
dorosłe życie. Traf chce, że Ben na swojej drodze spotyka Sheere i na owo
spotkanie ją ze sobą zabiera. Historia opowiedziana przez dziewczynę zamieni
ostatnie dni Chowbar Society w prawdziwe zmagania ze strachem i śmiercią.
Kolejna książka Zafóna, którą czyta się na jednym wdechu.
Akcja prze do przodu, historia co rusz zmienia bieg, nie dając nam szansy na
znudzenie się nią. Autor ma to do siebie, że potrafi czytelnika wciągnąć w swój
świat już od pierwszych stron. Mało tu miejsca na wnikliwe opisy wnętrz, jest
tylko tyle, by rozbudzić wyobraźnię mola książkowego. To podoba mi się w jego
powieściach najbardziej, nie lubię ciągnących się jak flaki z olejem wynurzeń, przeciwnie,
cieszę się, gdy sama mogę wykreować sobie dane pomieszczenie, czy przestrzeń. Ciekawe
jest również miejsce akcji – Kalkuta spowita mgłą, oparami biedy, dzielnica
pałaców, które czasy świetności już dawno mają za sobą.
No i jak zwykle barwni
bohaterowie: Ben, utalentowana aktorka Isobel, malarz Michael, małomówny Seth, Siraj
i jego męczące ataki astmy, szybkonogi Roshan, doktor Ian i delikatna Sheere. Wszyscy
o różnych charakterach i temperamentach, co daje duży efekt, gdy ze sobą
współpracują. Czego chcieć więcej?