To już ostatnia część "Nocy i dni" (tak, więcej nie będę was męczyć ;)). Czas spędzony przy lekturze raz wspominam lepiej, raz gorzej, na pewno jednak go nie żałuję. Na okładce widnieje napis "Klasyka polska", który jednym wyjaśnia wiele, a drugim nic. Dla mnie klasyka jest swego rodzaju wyzwaniem - czy mi się spodoba? czy powinna? czy zrozumiem, co autor miał na myśli?
"Noce i dnie" to, z jednej strony, saga rodzinna, z drugiej zaś, coś głębszego, przez co czasem ciężko jest przebrnąć. Tom czwarty zawiera w sobie spore partie dotyczące sytuacji społeczno-politycznej w przedsionku wojny. Dużo tu sporów pomiędzy bohaterami, mów patriotycznych i narodowo-wyzwoleńczych, pracy na rzecz kraju. Sama rodzina Niechciców musi ustąpić pola, ich losy ciągle toczą się na łamach powieści, ale mam wrażenie, że autorka chce czytelnikowi zwrócić uwagę głównie na patriotyzm i wykorzystuje w tym celu osobę Agnieszki - najstarszą córkę Niechciców.
Przyznam szczerze, że polityka mało mnie interesuje, wojny znam jedynie z lekcji historii, więc długie na kilka stron dywagacje na te tematy czasem nudziły mnie wręcz na śmierć, odciągały od głównej fabuły, oddalały od bohaterów. Do Niechciców, chcąc nie chcąc, mocno się przywiązałam, polubiłam histeryczną naturę Barbary, znielubiłam Tomaszka za jego lekkomyślność, kibicowałam Agnieszce i wstydziłam się za Emilkę. Tak, i było mi smutno z powodu Bogumiła. Ciekawa to była rodzina, prosta, z kłopotami na głowie, ale zawsze optymistycznie patrząca w przyszłość. Miło mi było ich poznać.
poniedziałek, 3 listopada 2014
sobota, 1 listopada 2014
CHARLOTTE BRONTE "Shirley"
O siostrach Bronte słyszał pewnie każdy. Ich proza przenosi czytelnika w odległe czasy, gdzie kobiety zajmowały się dzierganiem, a mężczyźni utrzymaniem rodziny. Jedni uwielbiają te historie, drudzy okropnie się przy nich nudzą, a ja dotychczas byłam gdzieś pośrodku.
Rzecz dzieje się w małej miejscowości w północnej Anglii. Swoją fabrykę tkanin otwiera tam przyjezdny Robert Moore. Czasy nie są przychylne dla przedsiębiorców, Moore chce sprowadzić do swojego przybytku nowoczesne maszyny, które pomogą w produkcji i zastąpią człowieka... no właśnie, a ów człowiek zostanie bez pracy i grosza by wyżywić swoją rodzinę. Tym sposobem mężczyzna ściąga na siebie masę kłopotów i wrogów.
Równocześnie czytelnik poznaje wątek dotyczący kuzynki przedsiębiorcy, skromnej i zakochanej w nim po uszy Caroline Helstone oraz jej przyjaciółki, pięknej, szalonej i bogatej Shirley Keeldar.
"Shirley" to tomiszcze sporych rozmiarów, mieści więc w sobie wielu bohaterów i ich historie. Jest to powieść obyczajowa, nie ma w niej więc wielu zwrotów akcji i mocnej dynamiki. Ma za to coś innego, potrafi zaciekawić czytelnika, sprawić, by spędził przy niej dużo czasu, czytając, odpoczywając, rozluźniając się. Nie jest lekturą nudną, jak się początkowo obawiałam, losy bohaterów są ciekawe, a także poprzeplatane ze sobą, dzięki czemu na bieżąco dzieje się coś interesującego.
Postaci w powieści są bardzo różne, mamy skromniutką i cichą Caroline, która nie potrafi wziąć spraw w swoje ręce, co często doprowadza ją do choroby. I z drugiej strony jest Shirley, bardzo odważna, przebojowa i nie bojąca się wyrażać swojego zdania, nawet w kwestiach, o których kobiety w ówczesnych czasach nie przodowały. Dodatkowo pojawiają się zarozumiali wikarzy, z pozoru zimny i nieczuły Robert i wielu, wielu innych.
Nigdy nie przepadałam za tego typu historiami, nużyły mnie, zachowanie bohaterów (wynikające z pewnością z racji czasów, w których żyli) było dla mnie głupie i infantylne. Czytając "Shirley" nie doszłam do takich wniosków, mogę śmiało powiedzieć, że autorce udało się mnie oczarować.
Rzecz dzieje się w małej miejscowości w północnej Anglii. Swoją fabrykę tkanin otwiera tam przyjezdny Robert Moore. Czasy nie są przychylne dla przedsiębiorców, Moore chce sprowadzić do swojego przybytku nowoczesne maszyny, które pomogą w produkcji i zastąpią człowieka... no właśnie, a ów człowiek zostanie bez pracy i grosza by wyżywić swoją rodzinę. Tym sposobem mężczyzna ściąga na siebie masę kłopotów i wrogów.
Równocześnie czytelnik poznaje wątek dotyczący kuzynki przedsiębiorcy, skromnej i zakochanej w nim po uszy Caroline Helstone oraz jej przyjaciółki, pięknej, szalonej i bogatej Shirley Keeldar.
"Shirley" to tomiszcze sporych rozmiarów, mieści więc w sobie wielu bohaterów i ich historie. Jest to powieść obyczajowa, nie ma w niej więc wielu zwrotów akcji i mocnej dynamiki. Ma za to coś innego, potrafi zaciekawić czytelnika, sprawić, by spędził przy niej dużo czasu, czytając, odpoczywając, rozluźniając się. Nie jest lekturą nudną, jak się początkowo obawiałam, losy bohaterów są ciekawe, a także poprzeplatane ze sobą, dzięki czemu na bieżąco dzieje się coś interesującego.
Postaci w powieści są bardzo różne, mamy skromniutką i cichą Caroline, która nie potrafi wziąć spraw w swoje ręce, co często doprowadza ją do choroby. I z drugiej strony jest Shirley, bardzo odważna, przebojowa i nie bojąca się wyrażać swojego zdania, nawet w kwestiach, o których kobiety w ówczesnych czasach nie przodowały. Dodatkowo pojawiają się zarozumiali wikarzy, z pozoru zimny i nieczuły Robert i wielu, wielu innych.
Nigdy nie przepadałam za tego typu historiami, nużyły mnie, zachowanie bohaterów (wynikające z pewnością z racji czasów, w których żyli) było dla mnie głupie i infantylne. Czytając "Shirley" nie doszłam do takich wniosków, mogę śmiało powiedzieć, że autorce udało się mnie oczarować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)