niedziela, 3 marca 2013

WILIAM PAUL YOUNG "Rozdroża"


Wiliam Paul Young jest pisarzem o bardzo ciekawych korzeniach. Urodził się jako Kanadyjczyk i wychował wśród plemienia z epoki kamiennej żyjącego na Nowej Gwinei, gdzie jego rodzice byli misjonarzami. Jego pierwsza powieść, „Chata”, okazała się międzynarodowym bestsellerem. Szacuje się, że „Rozdroża” pójdą w jej ślady i myślę, że, pomimo iż nie czytałam „Chaty”, mogę się do tej opinii przychylić.

Anthony Spencer, to bardzo bogaty i bardzo egoistyczny człowiek. Jego znajomych można podzielić na tych, którzy chcą się do niego zbliżyć, by czerpać z tego jakieś korzyści i na tych, którzy go nienawidzą, bo zrujnował im życie i karierę. Tony od jakiegoś czasu miewa niepokojące migreny, co nie martwi go do czasu, gdy… zapada w śpiączkę i „budzi się” w innym świecie. Ma okazję bliżej poznać tam Jezusa, który uświadamia mu, jak daleko zatracił w sobie wszystko to, co dobre. Jak odsunął od siebie bliskich, jak zamknął się za murem kłamstwa i samolubności. Mimo wszystkich złych rzeczy, mężczyzna dostaje od Taty Boga drugą szansę – w dosyć nietypowy sposób wraca na ziemię, by znaleźć osobę, której uratuje życie.

„Rozdroża”, to książka niezwykła. Z jednej strony można by o niej powiedzieć, że jest bardzo przesiąknięta religią, te wszystkie chrześcijańskie symbole, osoby. Z drugiej zaś, ta oprawa nie jest najważniejsza. Chodzi o przesłanie – człowiek nigdy nie jest sam i nigdy też nie jest za późno na to, by naprawić wyrządzone przez siebie krzywdy.

Wykreowany przez autora świat „pomiędzy”, jest prostym odwzorowaniem duszy człowieka. To od niego zależy, czy będzie to rajski ogród, czy ruina. Nie trzeba mieć wybujałej wyobraźni, żeby w ekspresowym tempie przenieść się do krainy „Rozdroży”.

Bardzo spodobali mi się bohaterowie. Jezus był uosobieniem dobroci i bezpieczeństwa, 
Babka figlarką gotową pomóc w każdej sytuacji, a Tata Bóg, choć obecny tylko przez chwilkę, był zaprzeczeniem wszystkich wyobrażeń, a jednocześnie był… niewiarygodną jasnością. Z „ludzich” bohaterów najbardziej pokochałam Cabby’ego, chłopca chorego na Zespół Downa, który trudne do zrozumienia sprawy przekładał na swój prosty i cudowny sposób.

Powieść Younga, zajmie u mnie wysokie miejsce. Czasem tak smutna, że nie sposób się nie rozpłakać, czasem zabawna. Przede wszystkim przepełniona prostą nadzieją i ufnością. Co by się nie działo, nigdy nie zostajesz sam. Zawsze masz przy sobie kogoś, kto cię kocha i kto zrobi wszystko, żebyś czuł się bezpieczny. Gorąco polecam!

Książkę otrzymałam od Pani Iwony Wodzińskiej. Dziękuję!

8 komentarzy:

  1. Ależ mnie cieszy twoja pozytywna ocena! Według mnie książka jest po prostu cudowna, teraz koniecznie muszę dorwać "Chatę"!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam zamiar intensywnie polować na "Chatę". Jestem jej baaaaardzo ciekawa :)

      Usuń
  2. Od pewnego czasu planuję zapoznać się z twórczością tego autora. Lubię powieści wywołujące ogrom emocji podczas lektury, a jeśli jeszcze skłaniają do refleksji, to już w ogóle miód, cud i orzeszki. Na pewno sięgnę po "Rozdroża".

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw "Chata", potem mam w planach "Rozdroża" ;) A Twoja recenzja tylko przyspieszy poszukiwania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę najpierw sięgnąć po Chatę

    OdpowiedzUsuń
  5. Uuu:( Obawiam się, że mimo Twojej pozytywnej recenzji, nie sięgnę po ten utwór. Jakoś mnie do niego nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń