piątek, 25 grudnia 2015

ED SHEERAN, PHILLIP BUTAH "Graficzna podróż"


Ed Sheeran to artysta, którego piosenki bardzo lubię. Z wyglądu raczej nie przyciąga uwagi: niebieskooki rudzielec w typie hobbita (z książki dowiedziałam się, że chciał hobbita zagrać ;)). Co sprawiło, że tak niepozorny chłopak jest teraz gwiazdą światowego formatu? To na pewno jego upór w dążeniu do celu, ale i wiele lat praktyki, nie tylko zwyczajny talent.
"Graficzna podróż" to autobiografia Eda współtworzona wraz z jego przyjacielem Phillipem, który opatrzył ją autorskimi portretami, tak jak opatruje graficznie każdą jego płytę. 

"Graficzna podróż" to historia chłopca, który miał wielkie marzenia, i który robił wszystko, żeby je zrealizować. Niebagatelną w tym rolę odegrali jego rodzice, szczególnie tata, który wspierał syna na każdym kroku, nawet gdy ten od szkoły wolał wyruszyć w trasę koncertową. 
Ed nie od zawsze jest znanym piosenkarzem. Na początku był chłopakiem, który wszędzie się wciskał, grał za darmo tam, gdzie się dało, żył za dwadzieścia dolarów dziennie, spał w linii metra i ledwo wiązał koniec z końcem. Nigdy nie narzekał jednak na swój los, przeciwnie, czuł się szczęśliwy i ciężko pracował, by coś w życiu osiągnąć.

Po lekturze "Graficznej podróży" mogę śmiało powiedzieć, że Ed Sheeran, to nie tylko wspaniały wokalista, ale również zwyczajnie "fajny" chłopak. Gwiazda, jakich mało, bo nie nękana przez fotoreporterów, nie dręczona przez psychofanów. Człowiek, jak każdy z nas, z dodatkiem w postaci przepięknych piosenek odnoszących się do jego życiowych doświadczeń. 

Prócz zasadniczego tekstu, książka wypełniona jest wieloma portretami Eda wykonanymi przez Phillipa Butah. Na jej końcu jest również krótki rozdział napisany przez artystę. Phillip dzieli się tam z czytelnikami swoim przepisem na sukces, ale pisze też o Edzie, o tym, że bardzo go szanuje, bo pozwala mu robić to na czym się zna i w nic się nie wtrąca. Mówi też o rodzicach muzyka, którzy od początku bardzo go wspierali i kibicowali mu. 

"Graficzna podróż" to niesamowita książka. Autobiografia, ale też przepis na odniesienie sukcesu, do którego droga nie jest usłana różami. To też bardzo ładny album ze zdjęciami, portretami, czy okładkami płyt Eda. Lektura, którą czyta się w jeden wieczór, wręcz chłonie. Książka o zwykłym,a z drugiej strony niesamowitym artyście, jakim jest Ed Sheeran.




wtorek, 15 grudnia 2015

IAN MCEWAN "Betonowy ogród"



Kolejna powieść, którą miałam na swojej niekończącej się liście książek, które chcę przeczytać (powiedzcie, że też macie taką listę!). Kolejna, co do której nie miałam konkretnych oczekiwań, bo nie pamiętałam o czym jest (plusy długich list ;)). Kolejna, która zbiła mnie z nóg.

Zwykła rodzina, ani biedna, ani bogata. Czworo dzieci, ojciec trzymający je krótko i mama o łagodnym charakterze. Najpierw umiera ojciec, a matka stopniowo podupada na zdrowiu. Najważniejsze dla nich jest, by utrzymywać dom, by rodzina pozostała razem. Główny bohater, Jack, jest nastolatkiem, dojrzewa i przeżywa swój nastoletni bunt. Zazdrości siostrze jej kontaktu z mamą, więc wszystkim okazuje niechęć. Gdy po długiej walce z chorobą mama umiera, rodzeństwo nie wie, co z tym zrobić. Za wszelką cenę chcą pozostać razem, nie chcą, żeby odebrano im małego Toma. Jack i Julia znoszą więc zwłoki matki do piwnicy, wkładają do dużej skrzyni, a tą zalewają betonem. Ale to nie koniec dziwnych zdarzeń.

Książka jest krótka, więc ciężko opowiedzieć o niej tak, żeby nic nie zdradzić. "Betonowy ogród" jest powieścią dziwną, momentami chorą, psychodeliczną i przesiąkniętą strachem. Czasem czuć wstręt, albo słodkawy odór zwłok rozkładających się w piwnicy. Powieść jest zbiorem ludzkich lęków i dziwactw. Wciąga, ale nie w ten przyjemny sposób, raczej jak wciąga coś co jest nam obce, okropne, ale chcemy mimo wszystko zobaczyć co się stanie, kiedy podejdziemy bliżej. 
Mimo absurdalności całej fabuły, przy lekturze czujemy emocje, które popychają bohaterów do takich lub innych czynów i rozumiemy, że tak być musi, że nie da się tej sytuacji rozwiązać w inny sposób.

Zakończenie książki jest po prostu końcem wszystkiego. Końcem koszmaru, końcem dociekań, wybuchem spaczenia, eksplozją świństwa. I nie zostaje już nic. Koniec.

sobota, 5 grudnia 2015

ERIC-EMMANUEL SCHMITT "Trucicielka"


Eric-Emmanuel Schmitt jest jednym z moich ulubionych pisarzy, a teraz chyba również jedynym, który przedstawił mi gatunek, jakim jest opowiadanie, w tak korzystnej formie, że byłam więcej niż zadowolona. Jak to uczynił? Napisał na końcu "Trucicielki" dziennik, w którym pisze, że opowiadanie wymaga godzin pracy i trudu, bo pozbawione jest niepotrzebnych opisów, sugestii i "lania wody" (to już moje dopowiedzenie). I wszystkie jego argumenty do mnie trafiły. 

"Trucicielka" to opowiadania o zbrodniach, grzechach, nienawiści i goryczy. Ale też o odkupieniu, o chęci poprawy, o wybaczeniu. Każde z nich jest inne, łączy je jedynie bardzo zbliżona tematyka, wszystkie też zawierają motyw św. Rity, patronki spraw beznadziejnych. Wzmianka o św. Ricie sugeruje, że zawsze jest jakaś droga do rozwiązania problemu, nawet gdy los płata nam figle na każdym kroku.

W tomiku znajdują się cztery opowiadania i bardzo trudno jest mi wybrać to, które mogłabym uznać za najlepsze. Chyba mimo wszystko na szczycie rankingu plasuje się tytułowe opowiadanie o trucicielce, która zabiła trzech swoich mężów, do samego końca grała niewinną, by otworzyć się jedynie przed księdzem, którego również pragnęła zniewolić.

Na pewno nie ma wśród tej czwórki opowiadania, które nie miałoby czegoś w sobie. Schmitt jest mistrzem w tym, co robi i dzięki niemu jestem w stanie polubić opowiadania, a nawet chętnie je czytać.

Jeśli czytaliście "Odette i inne historie miłosne", to "Trucicielka" będzie dla was fantastycznym kontrastem. W końcu od miłości do nienawiści wiedzie krótka droga.

niedziela, 22 listopada 2015

Stosik recenzencki

Hej kochani! Za oknem zimno i ponuro, więc postanowiłam opowiedzieć wam miłą dla ucha mola książkowego opowieść.

Kilka dni temu wracałam z pracy późno w nocy. Byłam zmęczona, poirytowana i w ogóle jakaś  nie w sosie. Wchodzę do domu, a tam leży jakaś duża paczka zaadresowana do mnie. Oczywiście od razu zabrałam się za rozpakowywanie i moim oczom ukazało się toooo:




Nic tak nie poprawia humoru, jak piękny stos nowiutkich i pachnących książek od Pani Iwony Wodzińskiej z Insignis :).

A oto co zawiera stos (od dołu):
  1. Ed Sheeran, Phillip Butah Graficzna podróż - Eda Sheerana lubię słuchać, poza tym, wydaje mi się bardzo ciekawą osobowością, więc chętnie więcej się o nim dowiem.
  2. Dmitry Glukhovsky Metro 2033 - W KOŃCU MAM! Jak wiecie, albo i nie wiecie, seria Uniwersum Metro 2033 dawno temu zyskała sobie moją sympatię, która to utrzymuje się do dzisiaj. Do tej pory nie czytałam jednak oryginałów i przedstawicieli serii. Cieszę się, że będę mogła nadrobić.
  3. Dmitry Glukhovsky Metro 2034 - tom drugi.
  4. Dmitry Glukhovsky Metro 2035 - całkowita świeżynka, jeszcze pachnie drukarnią.
  5. Jeremy Clarkson Co może pójść nie tak? - bardzo lubię jego poczucie humoru, czasem zdarzy mi się obejrzeć jego program. Czytałam nawet jedną jego książkę o samochodach, na których prawie się nie znam. I mi się podobała!
  6. Regina Brett Twój dziennik - nowa pozycja Brett, to kalendarz. Ja swój wykorzystam w nadchodzącym roku 2016, ale jest stworzony tak, by można było z niego korzystać przez następne pięć lat. Śliczna sprawa. Spodziewajcie się recenzji w najbliższym czasie.
  7. Agnieszka Przybysz Miłość i pieniądze - ani jednego ani drugiego nigdy za wiele, nie oszukujmy się. A jak można sobie pomóc w zdobyciu fortuny, to niby czemu nie skorzystać? :)

niedziela, 8 listopada 2015

ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI "Ziarno prawdy"


Zygmunt Miłoszewski był mi dotąd postacią nieznaną. „Ziarno prawdy” znałam raczej jako film, który całkiem niedawno wyświetlano w kinach. Filmu nie widziałam, a książkę wzięłam do rąk właściwie przypadkiem, mogę jednak powiedzieć, że był to przypadek fortunny.

Rzecz dzieje się w Sandomierzu. Prokurator Teodor Szacki przenosi się tam z zatłoczonej Warszawy, by uciec od małżeńskiej katastrofy i skorzystać z wolności (co właściwie średnio mu się udaje). Początki kariery w Sandomierskiej prokuraturze nie są zbyt obiecujące. Sprawy, które mu przydzielają nie stanowią dla niego większego wyzwania, więc, gdy zostaje wezwany do zabójstwa kobiety, podchodzi do zadania z całym swoim profesjonalizmem.  W miasteczku, w którym nadal królują przesądy sprzed lat i uprzedzenia na tle pochodzeniowym, zabójstwo przy pomocy żydowskiego noża do rytualnego uboju zwierząt brzmi jak wyjątkowo podły żart, albo pomysł szaleńca.

Jest więc zagadka i to nie byle jaka. Jest kilku podejrzanych, którzy bardzo nie lubią wyjawiać swoich sekretów obcemu mężczyźnie wściubiającemu nos w nie swoje sprawy. Jest wreszcie sprawca, nieuchwytny do samego końca, bardzo kreatywny w popełnianiu zbrodni i chory… bo zwykłe szaleństwo, to w tym przypadku nieadekwatne określenie.

Kryminał właściwie idealny. Bohaterowie wyraźni, nie ma u Miłoszewskiego dwóch takich samych postaci. Główny bohater wyróżnia się swoim wyglądem, zachowaniem, powściągliwością, ale też pewnym wielko miastowym sposobem bycia. Inne postacie, również posiadają cechy charakteru po których bardzo łatwo je rozpoznać. Są bohaterowie jednoznacznie źli i jednoznacznie dobrzy. Są też tacy w odcieniach szarości, których trudno rozgryźć.

„Ziarno prawdy” czyta się naprawdę przyjemnie i szybko. Książka jest napisana z dużą dozą ironii i satyry, Teodor Szacki wyróżnia się ciętym językiem i o ile w rozmowie jest rzeczowy i poważny, o tyle bardzo często folguje sobie w myślach, co jest świetnym połączeniem. 

Zygmunt Miłoszewski napisał kryminał wyróżniający się nie na tle innych gatunkowo zbliżonych książek. Choć nie jestem ekspertem w tym temacie, myślę, że „Ziarno prawdy” spodoba się zarówno konserom, jak i czytelnikom, którzy z tym gatunkiem literackim mają doczynienia jedynie sporadycznie. 

środa, 28 października 2015

Zapowiedź: Ed Sheeran "Graficzna podróż"

Ed Sheeran Graficzna podróż – pierwsza autoryzowana biografia genialnego muzyka już za tydzień w księgarniach!

Graficzna podróż to pierwsza opowieść o drodze, jaką przebył muzyk stając się międzynarodową gwiazdą. Książkę wypełniają wspomnienia Eda, ilustracje stworzone przez Phillipa Butaha – przyjaciela Eda z dzieciństwa i artystę odpowiedzialnego za graficzną oprawę jego singli i płyt oraz wyjątkowe fotografie.
Na kartach Graficznej podróży Ed wspomina swoje pierwsze muzyczne doświadczenia, zdradza źródła inspiracji oraz szczegóły dotyczące swoich nagrań i koncertów – aż do wydania drugiego albumu „X”. Dzięki książce odkryjemy, co napędza Eda na ścieżce artystycznej wędrówki i jak radzi sobie z oszałamiającym sukcesem. Dowiemy się również, czego jego zdaniem potrzebuje każdy młody muzyk, by zaistnieć w branży.
Wspomnienia Eda, jedyne w swoim rodzaju portrety Phillipa Butaha i świetne zdjęcia – wszystko to sprawia, że Graficzna podróż jest wyjątkową książką poświęconą wyjątkowemu artyście.


Zapraszam was również do obejrzenia filmu o kulisach powstawania książki :)




piątek, 23 października 2015

RUSŁAN MIELNIKOW "Mrówańcza"



Projekt Uniwersum Metro 2033 jest inicjatywą znaną na całym świecie. Pisarze z różnych krajów chcą dołączyć do Dmitrija Glukhovskiego. by pisać o świecie po zagładzie nuklearnej. Każda z książek jest inna, tak jak inni są ludzie, którzy je piszą i to czyni całą serię wyjątkową.

Rostowskie metro nad Donem. To tam w podziemiach na jednej ze stacji metra mieszka Mag. Celem jego życia jest zabić wszystkie mutanty, jakie wejdą mu w drogę. Liczy się tylko zemsta za stratę ukochanej żony i synka, których zabili żabiogłowi. 
Ilja jest samotnikiem, głosy Oleńki i Sieriożki są z nim, gdy potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem... nawet, gdy ten człowiek już nie żyje. Mężczyzna nie potrzebuje nikogo innego, co więcej, nie chce już przebywać wśród ludzi, którzy przyczynili się do jego straty. Szybko jednak okaże się, że będzie musiał przełamać swój opór, bo do miasta zbliża się niebezpieczeństwo, którego boją się nawet największe mutanty. Nadchodzi Mrówańcza.

Tak jak już wyżej wspomniałam, każda kolejna powieść wchodząca w skład Uniwersum, zaskakuje czymś nowym. Inne miasto, nowe mutanty, inny czas po apokalipsie. Książka Mielnikowa jest o tyle inna, że bardzo słabo nawiązuje do czasów przed zagładą. Po fabule można zorientować się, że minęło już wiele lat od wojny i ludzie bardzo rzadko wracają myślami do czasów, które były przed nią. Nowością jest również wprowadzenie do fabuły podmetra. Miejsca, które istniało zawsze, ale o którego istnieniu do tej pory nikt nie wiedział. Miejsca wiążącego się z tajemnicą, niebezpieczeństwem, ale i ostatnią deską ratunku.

W mojej opinii "Mrówańcza" jest jedną z lepszych pozycji w serii. Fabuła nie wieje schematyzmem, autor postarał się o wprowadzenie czegoś nowego, co urozmaici jego powieść. Prócz oczywistej walki ludzi z mutantami, jest również walka człowieka z drugim człowiekiem. Czy wygra ludzki odruch nakazujący bronić swojego życia za wszelką cenę, czy też pomoc bliźniemu, który znajduje się w patowej sytuacji? Autor pokazuje i takich i takich bohaterów, wiele z nich jest czarnych, albo białych, ale są też i tacy, których ciężko przyporządkować do jednej tylko kategorii. 

Dla jakich czytelników jest "Mrówańcza". Można powiedzieć, że dla wszystkich, natomiast z pewnością lepiej się w niej odnajdą osoby znające już specyfikę Uniwersum i orientujące się o co w tym wszystkim chodzi. Do polecenia oczywiście wszystkim fanom literatury post apokaliptycznej, ale też takim, którzy nie mieli z nią do tej pory styczności. Sama jestem zdziwiona faktem, iż te książki mi się podobają. Ale to chyba znak, że i wam mogą się spodobać.

piątek, 16 października 2015

ANNIE PROULX "Tajemnica Brokeback Mountain"



O tym, że istnieje literacka wersja "Tajemnicy Brokeback Mountain" dowiedziałam się stosunkowo niedawno (ale też nigdy nawet nie widziałam w całości filmu, więc to może być po części usprawiedliwieniem). Od kilku lat przed moimi oczyma przewijał się zwiastun ekranizacji, więc wydawało mi się, że będzie to coś sporego formatu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy do rąk trafiła mi cieniusieńka książeczka.

Głównymi bohaterami książki są Ennis i Jack. Oboje są biednymi chłopakami, ale jakoś wiążą koniec z końcem. Ennis nie ma rodziców, ale ma narzeczoną, Almę. Jack tuła się z miejsca na miejsce, raz po raz zdobywając dorywczą pracę. Tego pamiętnego sezonu mają pilnować owiec na wzgórzach Brokeback Mountain. Którejś nocy Ennis zamiast wrócić na zbocze góry do owiec, zostaje w przyczepie u Jacka. A że oboje nie lubią "półśrodków", jakoś tak wychodzi. Ale przecież nie są gejami. Nic z tych rzeczy.

"Tajemnica Brokeback Mountain" to bardzo krótkie opowiadanie o mężczyznach, którym od dziecka wpaja się, że homoseksualizm jest czymś złym. Przez to też w dorosłym życiu są oni zagubieni i nie potrafią odnaleźć się we własnych uczuciach. Oboje przez 20 lat życia próbują wyprzeć ze świadomości miłość do mężczyzny, nie potrafią rozmawiać o tym, co czują, starają się przekonać siebie wzajemnie, że są normalni. I uprawiają seks.

Oprócz opowiadania w książce znajduje się również historia jego powstania oraz przeniesienia go na wielki ekran. Autorka opowiada, jak wiele razy zmieniała niektóre fragmenty, a później, jak bardzo ta historia i film na nią wpłynęły. Jest tam też pewne sformułowanie, że to właśnie opowiadania powinny być ekranizowane, gdyż pozostawiają ogromne pole do popisu dla reżysera. Ja póki co nie widziałam ekranizacji od początku do końca, ale pewnie obejrzę, bo sama autorka opowiadania jest z realizacji zadowolona. 

Samo opowiadanie jest warte uwagi. Przeczytanie go wraz z notą odautorską zajęło mi nie więcej niż godzinę, myślę więc, że każdy może poświęcić na nie swój czas. "Tajemnica Brokeback Mountain" to historia napisana prosto, oszczędnie w słowa, ale mająca ogromny przekaz. To opowieść o wielkiej miłości i równie dużym cierpieniu. To opowieść o barierach i społecznych uprzedzeniach. O nienawiści do czegoś, czego się nie zna, czego się nie rozumie. O ogromnych stereotypach, które prowadzą do tragedii. Ale przede wszystkim, podkreślę jeszcze raz, o miłości. 

sobota, 10 października 2015

Stosik biblioteczny

Cześć! Dzisiaj nieco inaczej niż zwykle, bo postanowiłam wrzucić wam tutaj mój upolowany wczoraj mini stosik biblioteczny. Swoją drogą, mam milion zaległości czytelniczych, a ciągle wypożyczam kolejne książki. Cóż, taki nałóg ;).



Od góry:

1) Vladimir Nabokov Lolita
2) James Dashner Więzień Labiryntu
3) Anders de la Motte [geim]
4) Szymon Nowak Dziewczyny wyklęte


Widzicie tu jakąś pozycję dla siebie? A może coś już czytaliście i podpowiecie mi, od której książki zacząć? :)

niedziela, 4 października 2015

CHRISTOPHER MOORE "Wyspa Wypacykowanej Kapłanki Miłości"



Zaczęło się od Najgłupszego anioła a może od Baranka, już w sumie nie pamiętam. Lubię się śmiać, lubię ironię i zakrzywienie rzeczywistości, nawet, jeśli to mało ambitne. I Christopher Moore zapewnia mi taką czystą rozrywkę, co kolejny raz potwierdziłam sobie sięgając po Kapłankę Miłości.

Główny bohater, Tucker Case, jest nieco zagubioną owieczką. Jedyne, co potrafi bardzo dobrze, to podrywanie panienek. Tą umiejętność pozwala mu realizować jego zawód - Tuck jest pilotem samolotów firmy kosmetycznej Mary Jean, a stewardessy tejże firmy są niezwykle głupiutkie i chętne by "zaliczyć" pilota.
Pewnego dnia Tucker pije wódkę w barze, gdy podrywa go nieznajoma. Chcąc jej zaimponować, zabiera ją w lot, by wśród chmur uprawiać z nią dziki seks. Szkoda tylko, że lądowanie nie okazuje się przyjemne. Samolot rozbija się, cały świat nienawidzi Case'a, a ten prawie urywa sobie jaja próbując wynieść z maszyny nieprzytomną, jak się okazuje, dziwkę.
Pozostaje tylko jedno - Tucker Case musi zniknąć. Jedyną szansą jest dla niego wyjazd na Alualu do pary lekarzy-misjonarzy i ... nieco podejrzana praca za wielkie pieniądze.

"Wyspa Wypacykowanej Kapłanki Miłości" to powieść długa, zabawna i wciągająca. Mamy tam wielu bardzo barwnych bohaterów - moimi ulubionymi byli transwestyta Kimi i jego nietoperz Kimi. Dzięki takiej gamie sylwetek, przy książce nie da się nudzić i lektura przebiega nadzwyczaj szybko.

Osobiście bardzo przypada mi do gustu poczucie humoru Moora, jest to humor prosty, ale zdający egzamin i spełniający swoje funkcje. Choć pozornie błaha, powieść porusza też ważny problem, z którym można się spotkać w świecie realnym. Owszem, problem przedstawiony jest w sposób mocno humorystyczny, ale myślę, że to jeszcze mocniej podkreśla wagę sytuacji (nie zdradzę niestety o co chodzi, nie chcę spoilerować).

Podsumowując bardzo krótko, fajny odmóżdżacz, zabawna lektura na nudny, pozbawiony kolorów dzień.

poniedziałek, 14 września 2015

CECELIA AHERN "Pamiętnik z przyszłości"



Cecelia Ahern to jedna z moich ulubionych pisarek. W jej książkach czuć magię, bardzo szybko się je czyta i pozostawiają po sobie zawsze sporo emocji. Powieści Ahern śmiało można wybierać w ciemno, wiedząc, że nie zmarnuje się czasu.

Życie Tamary wywraca się do góry nogami. Jej tata popełnił samobójstwo, a ona wraz z matką przenosi się do jakiegoś domu na wsi. Pewnego dnia dziewczyna pożycza z objazdowej biblioteki dziwną książkę. To pamiętnik, który nie jest jednak zwykłym powiernikiem myśli. To on mówi dziewczynie o tym, co dopiero się wydarzy.

Łatwo można to sobie wyobrazić. Rozpieszczona nastolatka trafia na totalne odludzie, gdzie nie ma nikogo znajomego, żadnych rozrywek i zero perspektyw. Koszmar. Wiele już było książek o podobnej tematyce i przemianie bohaterki. Ta powieść jest jednak inna, bo to pamiętnik, który nagle wkracza w życie bohaterki, zmienia je raz na zawsze, i na nic zdają się protesty. 

"Pamiętnik z przyszłości" to kolejna powieść Ahern, którą czytałam z ogromną przyjemnością. Bardzo płynna, tajemnicza książka, od której ciężko się oderwać, i przy której bardzo szybko upływa czas. Myślę, że nie trzeba dodawać więcej. Zachęcam do lektury.

wtorek, 1 września 2015

FEDERICO MOCCIA "Tylko Ciebie chcę"

 
 
Federico Moccia pisze dosyć specyficznie: młodzieżowo i luźno. Dowolnie zmienia narrację, czasem rzuca wulgaryzmem, czasem coś poplącze. Mimo to, a może właśnie dlatego, bardzo go lubię. I choć do tej pory nie przeczytałam "Trzech metrów nad niebem", to zdobyłam jej kontynuację, sama o tym nie wiedząc.
 
Po dwóch latach od śmierci przyjaciela i straty ukochanej, Step wraca do Rzymu. Emocje zdążyły opaść, chłopak jest więc gotowy stawić czoła przeszłości. Wyrusza w miasto, nadal tak samo rozpoznawalny, boski Step, Step zabijaka, z którym lepiej nie mieć konfliktu. Niekoniecznie wie o tym Gin, dziewczyna, która chce mu ukraść paliwo. Już wkrótce ich wzajemne dogryzanie sobie przerodzi się po prostu w miłość. Tylko czy miłość do Gin będzie na tyle silna, że pokona miłość sprzed dwóch lat?
 
Jakiś czas temu oglądałam obie części filmu, który został nakręcony na podstawie książek Mocci. Oczywiście pożyczając powieść, nie miałam o tym zielonego pojęcia, bo nie przeczytałam notki na odwrocie okładki. Na szczęście znajomość ekranizacji w ogóle nie przeszkadzała w lekturze, przypomniałam sobie historię Stepa i Gin wzbogacając ją o wiele scen, których w filmie zabrakło i całkowicie zatracając się w lekturze.
 
Może "Tylko Ciebie chcę", to książka młodzieżowa, ale za to jak napisana! Miłość w powieści jest taka szalona, burzliwa, ale też miękka i ciepła, delikatna. Warto przemęczyć te kilka pierwszych stron, które zajmuje przyzwyczajenie się do stylu pisarza. Później, gdy już jest się w tym rytmie, wszystko inne znika, i nie można się oderwać, nie ważne gdzie się jest w danej chwili. Uwielbiam czytać o takiej miłości, lubię się nią wzruszać. To nie jest zwykłe love story, tu nie ma słodkich zakończeń. To coś prawdziwego, co każdy z nas troszkę chciałby przeżyć. Po prostu.

niedziela, 30 sierpnia 2015

COLETTE "Klaudyna w szkole", "Klaudyna w Paryżu"

 
 
 
 
Już jakiś czas temu seria o Klaudynie stała się bardzo popularna. Czytali ją młodsi, ale i starsi czytelnicy, więc nie mogłam zostać na nią obojętna. W końcu "Klaudyna" wpadła mi w ręce w jednej z bibliotek, a mój czytelniczy wybór bardzo ucieszył panią bibliotekarkę.
 
Klaudynka jest osóbką jedyną w swoim rodzaju. Bardzo ładna, piętnastoletnia (choć wygląda na mniej), oczytana i inteligentna. Z drugiej strony: wcielony diabeł - pyskata, lubiąca płatać figle, denerwować nauczycielkę i bić słabsze koleżanki.
W części pierwszej poznajemy główną bohaterkę, jej pociąg do swojej nauczycielki z angielskiego, ale też chęć zemsty, gdy ta "odchodzi" w ręce pani dyrektor. Drugi tom, to wyjazd Klaudyny do Paryża, gdzie dziewczyna nie potrafi się odnaleźć i bardzo tęskni za swoimi lasami w Montigny.
Cała powieść pełna jest zabawnych, ale i pikantnych scen. Charakter Klaudyny często sprowadza na nią kłopoty, ale jej spryt pozwala szybko się z nich wywinąć i jeszcze obrócić całą sytuację na jej korzyść.
 
Pamiętnik ten napisany jest prosto i mocno znamionuje czasy, w których żyła dziewczynka. Mamy więc opisy zwyczajów, garderoby, egzaminów na koniec szkoły i perspektyw, jakie dawały one kobiecie. Obie części podobały mi się w równym stopniu i świetnie się przy nich bawiłam. W tomie pierwszym na plan główny wysunął się romans pomiędzy nauczycielkami, w drugim zaś, autorka przyciągnęła uwagę czytelnika zniewieściałym siostrzeńcem Klaudyny.
 
Lektura upłynęła mi szybko i bardzo przyjemnie. Podobał mi się język, w jakim książka została napisana oraz sama główna bohaterka, której nie sposób zapomnieć, i którą warto poznać bliżej.
  



czwartek, 20 sierpnia 2015

DOROTA PONIŃSKA "Podróż po miłość. Maria"



To już drugi tom trylogii historycznej Doroty Ponińskiej, który mam w rękach. Tytuł bywa mylący, myślimy o gorącej miłości przysłaniającej świat, tymczasem miłość zdaje się tutaj być na drugim, choć bliskim planie.

Marynia, Marysia, Masza, próbuje odkryć zagadkę swojego pochodzenia. Ojca nie ma, a matka nie lubi rozmawiać o przeszłości. Dziewczyna mieszka z mamą i ciocią Nadire w Teodozji na Półwyspie Krymskim. Prowadzą tam pensjonat, a towarzystwo w nim przebywające, ale i mieszkańcy miasteczka, są bardzo różnorodni: Ormianie, Turcy, Rosjanie, Polacy. Nigdy nie wiadomo kogo spotka się na swojej drodze i do czego takie spotkanie może doprowadzić.

Drugi tom "Podróży po miłość" łączy się nierozerwalnie z częścią pierwszą. Chociaż to Maria figuruje w tytule, to cała opowieść toczy się w głównej mierze wokół Emilii, jej mamy i bohaterki poprzedniego tomu. Powoli czytelnik dowiaduje się, dlaczego ta mieszka w Teodozji, gdzie jest jej mąż oraz jak potoczyły się jej dalsze losy. Autorka poprzez wspomnienia odkrywa kolejne karty z życia Emilii i rozbudza ciekawość.

W swojej powieści Dorota Ponińska porusza kwestie narodowościowe, problem z określeniem, kim właściwie jestem, komu mam wierzyć, jak się zachowywać. Jest to pokazane za pośrednictwem Marysi, która bardzo długo nie wie nic o swojej przyszłości i nie potrafi zdecydować, komu powinna wierzyć. W książce znajduje się również mocno uwydatniony konflikt w Rosji, wojna z caratem i próby obalenia surowych rządów.

"Podróż po miłość" czyta się szybko, a dzięki rozdziałom opowiadanym przez różnych bohaterów, lektura jest jeszcze ciekawsza i dopracowana z każdej strony. Historia Emilii i Marii jest niecodzienna, choć pewnie wiele takich sytuacji zdarzyło się naprawdę. Jedyne, co mogę mieć do zarzucenia, to fakt, że w tomie "Maria" samej Marii było odrobinę za mało.

piątek, 14 sierpnia 2015

NICK CAVE "Gdy oślica ujrzała anioła"




Książkę Nicka Cave'a dosyć tajemniczo i pokrętnie poleciła mi koleżanka. Powiedziała, że przeczytała ją w gimnazjum, i że już nic jej od tej pory nie zaszokowało w literaturze. 
Cóż miałam zrobić? Oczywiście wypożyczyłam i przeczytałam. Od tego czasu minął prawie rok, a ja dopiero teraz zbieram się, żeby cokolwiek o tej książce napisać.

Euchrid Eucrow jest takim typem dziecka niczyjego. Ma ojca trapera i matkę alkoholiczkę. Właściwie prawie nic dla nich nie znaczy. Jest niemową, a jego brat bliźniak umarł przy porodzie. Życie Euchrida upływa na uciekaniu przed matką oraz mieszkańcami miasteczka, którzy uważają go za dziwaka i nie raz próbują zatłuc na śmierć. Główny bohater jest dziwny... delikatnie mówiąc.

Nie wiem, co napisać o tej książce. Po tak długim czasie nie wszystko z niej pamiętam. Pozostało jednak ogólne wrażenie niesmaku, obrzydzenia. Ta powieść nie jest dla wszystkich, co widać chociażby po recenzjach, jakie zbiera. Jedni są zachwyceni formą i przekazem, inni w ogóle tego nie chwytają.

Ja myślę, że do napisania takiej książki trzeba mieć w sobie coś nieokreślonego. Nie chciałabym użyć tutaj żadnego dosadnego określenia, ale dla mnie "Gdy oślica ujrzała anioła" jest wytworem chorym, spaczonym, który zostawia brud na ciele i krew za paznokciami. Nie wiem czy kiedykolwiek całkowicie zapomnę o tej książce. Ale może właśnie taki był zamysł autora.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

PAWEŁ MAJKA "Dzielnica obiecana"



"Uniwersum Metro 2033"to seria powieści o tematyce postapokaliptycznej. Autorzy książek pochodzą z różnych krajów, niemal z całego świata, a ich inspiracją jest "Metro 2033" napisana przez Dmitrija Glokhovskyego, autora i pomysłodawcę popularnego projektu.

Polska, Nowa Huta. Świat po wybuchu bomb atomowych zmienił się nie do poznania. Wszędzie pył, budynki oplecione sinym bluszczem, zwierzęta, do których lepiej się nie zbliżać, promieniowanie, a gdzieś w tym wszystkim ludzie, którzy próbują przetrwać.
W schronach Nowej Huty życie jest coraz cięższe. Ciemność, zaduch, marne pożywienie. Jedyną pociechą mieszkańców są przedstawienia wystawiane przez Pana Onufrego i jego aktorską trupę oraz loteria, dzięki której można zdobyć coś cennego z utraconego świata powierzchni. Pewnego dnia coś idzie nie tak i Pan Onufry wraz z przyjaciółmi zostaje oskarżony o zgarnianie łupów z loterii i próby ucieczki na powierzchnię. Z egzekucji udaje się uciec dwóm członkom trupy: Ewie i Marcinowi. Ich jedyną szansą jest powierzchnia, czy jednak niedoświadczonym dzieciakom, które nigdy nie widziały nieba, uda się przeżyć?

Bardzo ciekawiła mnie pierwsza powieść serii, której akcja rozgrywa się w Polsce. Opinie o książce były bardzo różne, nie bardzo wiedziałam więc, czego mam się spodziewać. 
Paweł Majka postanowił oprzeć swoją fabułę na powolnym rozpadzie ludzkości. W powieści ukazał wojnę o wszelkie dobra, pychę i zaślepienie władzą. Dwie dekady po pożodze wszelkie wyższe wartości zanikają, pojawia się wiara w dziwne bóstwa, ludzie wybijają się wzajemnie, nie zauważając, że sami przyspieszają swój koniec.

"Dzielnica obiecana" różni się znacząco od pozostałych książek z serii, które miałam okazję czytać. Tutaj wrogiem w głównej mierze jest człowiek i jego ambicje, które nie przystają do zmienionego świata. Nie do końca podoba mi się wizja autora, ale trzeba przyznać, że mogłaby ona być jednym z możliwych wariantów. 
A czy książka sama w sobie zrobiła na mnie wrażenie? Czytałam ją nieco wolniej niż inne z serii, i chyba trudniej było mi się w nią mocno wciągnąć. Jej wydźwięk jest mocno pesymistyczny, zakończenie również, ale w ogólnym rozrachunku zaliczam ją do lektur udanych. Myślę, że to całkiem dobry wstęp dla polskich autorów w projekcie Glukhovskyego.


wtorek, 21 lipca 2015

DARIA DUŻYŃSKA "Go-Go Club"



Stereotypowe myślenie o klubie go-go? Kilka dziewczyn, czarne, albo tlenione blondynki. W skąpych strojach tańczą na rurze, a jacyś, zazwyczaj obleśni, faceci ślinią się na ich widok i wkładają im banknoty za gumkę majtek. Może naoglądałam się za dużo filmów, a może część z tego, co napisałam to prawda? Postanowiłam się przekonać.

"Go-Go Club", to książka o dziewczynach pracujących w tego typu lokalu, jako tancerki. W powieści przeplata się ich życie zawodowe z życiem prywatnym. Zostaje pokazane, w jaki sposób działają takie kluby i jak duże pieniądze są w stanie zarobić, na niczego nieświadomym kliencie. To również ujawnienie relacji łączących dziewczyny, często ich przyjaźnie, ale i walka o kolejnego mężczyznę z zasobnym portfelem.

"Go-Go Club", to nie jest książka jednorodna, bo znajduje się w niej duży miszmasz. Pomimo tego, sporo można z niej wyczytać o tancerkach, o tym, co inni o nich myślą, ale również co one same myślą o sobie. Niektóre są głupiutkie, inne tylko udają, bo tak łatwiej jest usidlić klienta. Jedne mają wszystko, studia. bogatych rodziców. inne tańczą, bo nie mają co jeść. Lachonki, które swoje najlepsze lata spędzają na chodzeniu wokół rury i namawianiu facetów na drinki i tańce prywatne. Laseczki Dupeczki śpiące z pluszowym misiem zamiast mężczyzny, który by je pokochał. Bo kto chciałby kochać striptizerkę?

Książka Darii Dużyńskiej nie jest książką idealną. Denerwowały mnie w niej przede wszystkim emotikony wplecione w tekst, czy np. samo zakończenie powieści, które pasuje mniej więcej jak dowcipy o blondynkach do książki naukowej. Jedyne do czego mogłam się przyzwyczaić to pisane fonetycznie zdania po angielsku, gdyż wiedziałam, że to celowy zabieg.
Mam wrażenie, że poprzez rozważania egzystencjalne, autorka chciała przekazać czytelnikom coś ważnego. Szkoda tylko, że nijak się to ma do tematyki jej książki. To po prostu ze sobą nie współgra.

"Go-Go Club" to książka, z której trzeba czytać między wierszami i na dużo rzeczy przymykać oko, żeby odkryć jej przekaz, który wcale nie został ukryty bardzo głęboko. Ta powieść nie jest tak do końca głupia i bez sensu, jak mogłoby się wydawać. Trzeba odkryć jej drugie dno i wczytać się w to, co autorka chce nam przekazać: że praca tancerki w klubie go-go nie jest usłana różami.


niedziela, 19 lipca 2015

RYSZARD KAPUŚCIŃSKI "Cesarz"



Ryszardem Kapuścińskim zainteresowałam się ze względu na moją pracę licencjacką. Jedno pytanie do niej dotyczyło właśnie "Cesarza" i zainteresowało mnie od razu, bo o treść i formę książki pyta się zazwyczaj, gdy jest napisana w niecodzienny sposób.

"Cesarz" to wywiad z osobami ściśle związanymi z władcą Etiopii - Hajle Sellasje. Osoby mówiące, to różnego rodzaju dostojnicy, czy służący cesarza. Każdy z nich opowiada Kapuścińskiemu o swoim panu w największej tajemnicy i zupełnie anonimowo.

W swojej książce Ryszard Kapuściński ukazuje rządy totalitarne, które, choć przedstawione poprzez życie HS, są aluzją do wszelkiej władzy absolutnej na świecie. Bohaterowie mówią o Cesarzu w taki sposób, jakby był świętym, najlepszym z możliwych władców. Autor stylizuje język w reportażu na saską rymowankę, by podkreślić zaślepienie podwładnych cesarza, ich totalne podporządkowanie się.

Reportaż składa się z trzech części - pierwsza, to przedstawienie HS, jego porządku dnia i rytuałów. Druga, to oznaki buntu i rewolucji, a także upadku cesarza, który nastąpi w trzeciej.

Choć o "Cesarzu" napisałam w bardzo "suchy" sposób, sama opowieść jest wręcz fascynująca. Ryszard Kapuściński stworzył dzieło czytane na całym świecie, napisane wyszukanym i pięknym stylem, który przykuwa do fotela. Ta historia przyciąga czytelnika, fascynuje i dziwi, bo przecież jest prawdziwa, choć trudno w to uwierzyć. 

"Cesarz" to książka, którą warto przeczytać, bo pokazuje, w jaki sposób działa system władzy i jak owa władza może czuć się bezkarna bez względu na wszystko.

poniedziałek, 13 lipca 2015

REGINA BRETT "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę"



Reginę Brett uwielbiam, co zresztą za chwilę sami odkryjecie. To niezwykła kobieta, która nie jedno w życiu przeszła: samotne macierzyństwo, rak piersi, kłopoty finansowe. Bardzo ją podziwiam, bo mimo wszystko nigdy się nie poddała, co więcej, ciągle pomaga i wspiera ludzi, teraz już na całym świecie.

"Bóg zawsze znajdzie Ci pracę", to trzecia książka na rynku polskim książka Brett. Znajduje się w niej 50 lekcji na to, jak szukać spełnienia. Każda z lekcji, to historia jednej bądź kilku inspirujących osób, które sprawiają, że nasze życie nabiera kolorów.
Na świecie jest mnóstwo zawodów, których nikt z nas nie chciałby wykonywać. Bo są zbyt ciężkie, bo jest w nie wpisane ryzyko, stres, poświęcenie się. Są też na świecie osoby, które te zawody wykonują z uśmiechem na ustach, które są wręcz do nich stworzeni. Kasjerka, która uśmiecha się obsługując pięćdziesiątą zdenerwowaną osobę. Pielęgniarka, która pogłaska po policzku w szpitalu. Pracodawca, który kupi swojemu zespołowi kawę i ciastka. 
Autorka odnajduje takich ludzi i udowadnia czytelnikom, że bez nich świat przestałby istnieć. A już na pewno byłoby na nim smutno i nerwowo.

Książka Reginy Brett to zachęta do podjęcia trudu wytrwałych poszukiwań. Nie ma ludzi, którzy do niczego się nie nadają. Każdy z nas ma w sobie powołanie, musi je tylko odkryć. I musi chcieć się w nim realizować. Reszta prędzej czy później przyjdzie sama. 

Autorka "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" pisze tak, że chce się jej czytać więcej i więcej. Każda strona jest jak promyczek radości i nadziei. Jest inspiracją do działania. To niesamowite, jak ta kobieta potrafi docierać do ludzi. Mówić o nich, doceniać to, co robią. Dlatego każda jej książka jest niesamowita. Bo Regina Brett zasłużyła na to, by było o niej głośno, w ten pozytywny, miły sposób. 

Myślicie, że przesadzam? Może tak, a może po prostu jeszcze nie czytaliście książek tej felietonistki? Warto się przekonać.



piątek, 10 lipca 2015

CHRIS TVEDT "Krąg śmierci"



To już trzecia książka Chrisa Tvedta, którą miałam przyjemność czytać. Jego seria powieści kryminalnych o Mikaelu Brennem, to chyba jedyna seria kryminałów, którą bardzo lubię, po którą chętnie sięgam i o której wiem, że się na niej nie zawiodę.

Mikael Brenne jest u szczytu prawniczej kariery. Jest wspólnikiem w renomowanej firmie adwokackiej, klienci znajdują się sami, a teraz prowadzi sprawę zatwardziałego kryminalisty, któremu od lat udawało się uciec przed wymiarem sprawiedliwości. Mikael wie, że wygranie tej sprawy jest możliwe tylko, jeśli wydarzy się cud. I cud się staje, szkoda tylko, że nie taki, na jaki liczył prawnik.
Ucieczką od komplikacji i problemów, które mogą mężczyźnie zniszczyć życie, okazuje się sprawa sprzed dwudziestu pięciu lat. Pewien mężczyzna chce, by oczyszczono go z zarzutu morderstwa dwóch młodych kobiet. Mikael nie sądzi, by udało się coś w tej sprawie wskórać, pomimo tego udaje się na wyspę Vestoy, gdzie doszło do zbrodni i zaczyna rozdrapywać stare rany.

"Krąg śmierci" to, jak dotychczas, najlepsza powieść Tvedta, jaką miałam w rękach. Dwa pozornie niezwiązane ze sobą wątki toczą się równolegle, dwie duże sprawy, które mają zdecydować o być, albo nie być adwokata. Zagadki się piętrzą, a czytelnik niczego się nie domyśla, aż do samego końca, który jest dużym zaskoczeniem.

W kryminałach Tvedta na uwagę zasługuje przede wszystkim przedstawienie pracy adwokata. Nie jest to jedynie ograniczanie się do sali sądowej, ale też do życia prywatnego, indywidualnego śledztwa, które bardzo często ma dla sprawy ogromne znaczenie. W tej akurat książce autor pokazuje jak łatwo można spaść w tym świecie z piedestału, jak z obrońcy zamienić się w przestępcę. Ukazuje życie ze świadomością nieuchronnie zbliżającej się porażki. Życie po drugiej stronie, jako klienta, który nie ma wielkiego wpływu na to, co za chwilę rozegra się na sali sądowej.

Pióro autora jest lekkie, nie przepełnione prawniczym żargonem. Od powieści trudno jest się oderwać, właściwie cały czas trzyma w napięciu i każe przewracać kolejne strony niemal mimowolnie. "Krąg śmierci" to kryminał na wysokim poziomie, lektura, która dostarcza emocji i wypieków na twarzy. Świetna książka.


poniedziałek, 6 lipca 2015

EWA LENARCZYK "Nasza klasa i co dalej"





"Nasza klasa i co dalej" już dość dawno temu była powieścią bardzo popularną w blogosferze. U mnie przeleżała swoje na półce i w końcu postanowiłam się za nią wziąć.

Kilka kobiet, kilka bardzo różnych, ale w gruncie rzeczy podobnych do siebie historii i jeden portal społecznościowy, który namieszał im w życiu: Nasza Klasa. 
Każda z bohaterek przedstawionych w powieści znajduje się na życiowym zakręcie, bardzo często ich małżeństwa powoli dogorywają, brakuje szczęścia, ale też podstawy do budowania związku - miłości. Nasza Klasa przywołuje wspomnienia z młodości, odnajduje miłości sprzed lat, pozwala zacieśnić więzy. Portal, który łączy, ale też dzieli, odsuwa bohaterki od codziennych rozterek i daje nadzieję na nowe, lepsze życie.

Kto jeszcze pamięta tę stronę? Portal był modny ładne parę lat temu. Nie wiem jak ówczesnym dorosłym, ale mi służył do pogaduszek ze znajomymi, czy grania w gierki.
W powieści Ewy Lenarczyk, Nasza Klasa odgrywa niemal pierwsze skrzypce. To dzięki niej bohaterowie odnajdują znajomych sprzed lat, zaczynają zmieniać swoje życie, niemal wywracać je do góry nogami. 
Niby wszystko brzmi jak w bajce, nie podoba mi się tylko jedno i jedno mnie razi. Żadna z tych kobiet nie jest szczęśliwą mężatką, czy w ogóle zadowoloną z życia osobą. Jedna jest zdradzana przez męża, drugą mąż bije, trzecia jest samotną matką i haruje jak wół. Rozumiem sam pomysł na książkę, bo przyznam rację, że Portal NK nie jedną parę połączył po latach nie utrzymywania kontaktu. Drażni mnie jednak ujęcie kobiety, która po wielu latach małżeństwa przestaje kochać i być kochana, zaniedbuje się, a uratować ją może tylko nowa miłość i wywrócenie życia do góry nogami.

Co do tego, jak napisana jest powieść, mam wrażenie, że to nie dla mojego pokolenia. Nikt w ten sposób się do siebie nie zwraca, nie słodzi sobie na każdym kroku, nie wyzywa się tak... Jakby dialogi były wymuszone, podyktowane i odegrane przez drugorzędnego aktora. Nie czułam w nich lekkości, a właściwie robienie czegoś na siłę.

Na półce mam jeszcze drugi tom powieści, bo pierwszy skończył się w mało atrakcyjny sposób i gdyby nie to, że wiem o kontynuacji, to chyba byłabym mocno rozczarowana. Nie chciałam żeby moja recenzja wybrzmiała w sposób jednoznacznie negatywny - książka sama w sobie jest do poczytania i podejrzewam, że nie jednej osobie może przypaść do gustu. Sama mam zamiar sięgnąć po kontynuację, bo jestem bardzo ciekawa w jaki sposób autorka rozegra losy swoich bohaterów. Mam nadzieję, że drugi tom książki wywrze na mnie bardziej pozytywne wrażenie.



poniedziałek, 29 czerwca 2015

GUY GAVRIEL KAY "Pieśń dla Arbonne"



To pierwsza, lecz na pewno nie ostatnia powieść Kaya, którą przeczytałam. Ostatnio zauważyłam, że przyciągają mnie powieści o dawno minionych czasach, czasach królów, dam, rycerzy, dworskiej miłości, ale też nienawiści. To wszystko znalazłam w "Pieśni dla Arbonne". A może nawet więcej.

Jak to często w świecie bywa, wszystko zaczęło się od kobiety. Kobiety, która była żoną jednego mężczyzny, a która oddała swoje serce i duszę innemu. To uczucie, oraz śmierć damy, zapoczątkowało zajadłą nienawiść pomiędzy surowym Urtem de Miraval i najzdolniejszym z trubadurów księciem Bertainem de Talair.

Tymczasem w rządzonej przez kobietę Arbonne pojawia się Blaise de Barsenc i całe podstawy władzy zaczynają się chwiać. Tym bardziej, że jego ojciec, najwyższy kapłan Corannosa od lat chce zniszczyć Arbonne pełną bogini Rian. Decydujące starcie zbliża się nieuchronnie i może zmienić wszystko.

Kay w swojej powieści rysuje przed czytelnikiem średniowieczną Prowansję, świat pełen trubadurów i pieśni, dwóch rywalizujących ze sobą bogów, pięknych kobiet i odważnych decyzji. Z jednej strony Arbonne, niezwykle piękne miejsce, zakazujące morderstw, słynne z jarmarków i wszechobecnej muzyki. Z drugiej zimne i mroczne Gorhaut, gdzie ludzi pali się na stosach dla wymuszenia posłuszeństwa, a kobiety można zabić za niesubordynację.

Bardzo barwna i wieloaspektowa książka, od której ciężko jest się oderwać. Napisana dokładnie, szczegółowo i precyzyjnie. Z barwnymi bohaterami, pięknymi opisami miejsc. Nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po inne książki, które napisał Guy Gavriel Kay. To czysta uczta dla wyobraźni.

wtorek, 23 czerwca 2015

CADY CROSS "Dziewczyna w stalowym gorsecie"


Jak każdy praktykujący mol książkowy, posiadam magiczną listę książek, które z jakiegoś powodu warto przeczytać. "Dziewczyna w stalowym gorsecie" widniała na tej liście, ale czy faktycznie warto było poświęcić na nią swój czas? O tym za chwilę.

Finley Jayne nie jest tak jak jej rówieśniczki. Jest w niej coś mrocznego, co daje jej ogromną siłę, ale przejmuje też nad nią kontrolę. Pewnego dnia, dziewczyna pod wpływem emocji daje się ponieść swojej mocy i daje wycisk byłemu już wtedy pracodawcy, który nie potrafił trzymać rąk przy sobie. W trakcie ucieczki wpada pod welocykl Griffina, księcia Greythorn, który dostrzega w niej coś niezwykłego i postanawia jej pomóc.

"Dziewczyna w stalowym gorsecie" to typowa książka młodzieżowa. Czasem zdarza mi się takowe czytać i wychodzę na tym różnie. Tym razem było niestety całkiem przeciętnie.

Główna część fabuły dotyczy Machinisty - człowieka, który w jakiś sposób nakłania maszyny do wykonywania jest chorych rozkazów. Już mniej więcej w połowie książki domyśliłam się, kim był Machinista, co skutecznie popsuło lekturę. Sam pomysł na powieść - "Skrzyżowanie epoki wiktoriańskiej z X-menami" jest bardzo interesujący, niemniej autorce, nie do końca udało się wykorzystać jego potencjał. Z odległych czasów mamy tutaj garderobę, niektóre dialogi, czy przemycane na marginesie zwyczaje. Druga część jest nieco bardziej rozbudowana dzięki jednej z bohaterek, Emily, która w powieści jest znakomitym wynalazcą i naukowcem.

Całość jest do przełknięcia, myślę, że styl spodoba się zwłaszcza fanom steampunku. W książce można znaleźć całkiem sporo do niego odwołań. Niestety na mnie nie zrobiła większego wrażenia, więc i szczególnie nie będę do niej zachęcała.

Zapowiedź: "Otchłań" Robert J.. Schmidt

Wielkimi krokami zbliża się premiera nowej książki z Uniwersum Metro 2033! 26 sierpnia do księgarń trafi „Otchłań” Roberta J. Szmidta, druga po „Dzielnicy obiecanej” Pawła Majki książka w serii Uniwersum Metro 2033 w polskich realiach.

Wrocław 20 lat po wojnie nuklearnej. Z niemal siedmiuset tysięcy wrocławian przetrwała ledwie garstka w ciągnących się pod miastem kanałach. Tworzą oni niewielkie zamknięte społeczności, zwane enklawami. Mimo upływu lat, powierzchnia wciąż nie nadaje się do ponownego zasiedlenia. Promieniowanie jest tam wciąż zbyt silne, a co gorsza, zmutowane rośliny i zwierzęta stworzyły w ruinach nowy, wyjątkowo nieprzyjazny człowiekowi ekosystem.
Dostępne zasoby ulegają wyczerpaniu i w enklawach zaczyna brakować najbardziej podstawowych produktów, pojawia się głód. Zdesperowani mieszkańcy coraz częściej łamią tabu i uciekają się do kanibalizmu.

W takim świecie przyszło żyć Nauczycielowi, ostatniemu z Pamiętających, którym dane było urodzić się przed wojną i „pamiętać” świat sprzed zagłady. Chcąc chronić niepełnosprawnego syna próbuje dotrzeć do podziemi Fallusa, jak powszechnie nazywa się ruiny dawnego wieżowca Sky Tower, gdzie mieści się ponoć najbardziej stabilna enklawa. Droga nie będzie jednak prosta i łatwa a Nauczyciel trafi do miejsc, których istnienia nie podejrzewał w najgorszych koszmarach.

Uwaga! 
Zostań autorem w Uniwersum Metro 2033 – Twoje opowiadanie ukaże się w nakładzie 20 tys. egz.

Przypominamy, że wydawnictwo Insignis Media ogłosiło III edycję konkursu na najlepsze fanowskie opowiadania w klimacie Uniwersum Metro 2033.
Jeśli macie ciekawe pomysły, talent, pasję… Jeśli piszecie i marzycie o tym, by w końcu ktoś Was zauważył i opublikował, to nasz konkurs jest idealną szansą, by pokazać się szerszemu gronu czytelników. Tegoroczny zbiór opowiadań został wydany w nakładzie 20 000 egz. i rozprowadzany jako świetnie wydany, darmowy dodatek do regularnej powieści z Uniwersum Metro 2033. Czy ktoś może zaoferować debiutantom większy zasięg?
Dwanaście najlepszych opowiadań opublikujemy w klasycznej książce papierowej i w e-booku.
Trzy opowiadania (te najlepsze z najlepszych) dodatkowo nagrodzimy finansowo! Laureat pierwszej nagrody otrzyma 1000 zł, drugiej – 700 zł, trzeciej – 500 zł. W sam raz na stalkerski ekwipunek!
Czekamy na Wasze zgłoszenia! Śpieszcie do piór, klawiatur, glinianych tabliczek, tabletów… czy co tam jeszcze macie do ubierania swoich myśli w słowa! Powodzenia!

wtorek, 16 czerwca 2015

PHILIPPA GREGORY "Odmieniec"

Odmieniec - Philippa Gregory

Z twórczością Philippy Gregory zetknęłam się stosunkowo niedawno i byłam bardzo zadowolona
z tegoż spotkania. Od razu też zachciało mi się więcej i przypadkowo trafiłam na "Odmieńca". Jest to pozycja o tyle ciekawa, że w pełni fikcyjna, a nie, jak dotychczas to było z twórczością autorki, opowiadająca losy jakiejś znanej postaci historycznej. 

Po śmierci ojca Izolda ma dwa wyjścia: albo poślubi obrzydliwego księcia, albo wstąpi do zakonu. Wraz ze swoją służącą i zarazem przyjaciółką Iszrak, udaje się więc za mury klasztoru, by objąć tam funkcję ksieni. Niedługo po jej ślubach zakonnice zaczynają dziwnie się zachowywać - lunatykują, na ich rękach pojawiają się stygmaty, popadają w obłęd. Wtedy do Augustynek przyjeżdża papieski wysłannik, Luca Vero, by wyjaśnić sytuację. 

Fabuła powieści osadzona została w średniowieczu, gdzie rola kobiety była mocno ograniczona,
a ludzie wierzyli w najdziwniejsze rzeczy. Gregory chce pokazać lęki ówczesnych ludzi, a także życie w tamtych czasach. 

Bohaterowie są wykreowani w precyzyjny sposób - każdy z nich ma coś pokazywać swoją postawą. Moją największą sympatię wzbudził giermek Luki - Freize, który bardzo kocha zwierzęta, potrafi się z nimi obchodzić, i choć wszyscy mają go za głuptasa, nie raz udowadnia, że nie jest tak głupi, na jakiego wygląda.

Powieść jest stosunkowo krótka, więc jej lektura nie zajmuje zbyt wiele czasu. Autorka postawiła przed Lucą i jego świtą dwa zadania do wykonania, i chociaż oba wątki napisane zostały starannie, to ten drugi zepsuł mi całkowicie lekturę. Moim zdaniem, jeden główny wątek z zakonem byłby wystarczający. 

"Odmieniec" to pierwszy tom serii "Zakon Ciemności", jestem więc ciekawa, w jaki sposób pisarka pokieruje dalszymi losami bohaterów. Nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po kolejny tom i się
 o tym przekonać. 

sobota, 13 czerwca 2015

JOHN IRVING "Jednoroczna wdowa"



Irvinga uwielbiam za wiele rzeczy. Na samym czele listy plasuje się humor obecny w jego książkach, następnie bohaterowie, zawsze nietuzinkowi, związani w jakiś sposób z pisarstwem, później fabuły... całość. Wiem, że czytając Irvinga będę zadowolona z lektury i nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żeby było inaczej.

Zaczyna się od romansu pięknej matki małej Ruth z szesnastoletnim Eddiem, któremu pozostaną piękne oraz nieco zawstydzające wspomnienia oraz fascynacja starszymi kobietami. Kochanka chłopaka ucieka od męża i córki, bo nie potrafi poradzić sobie z traumą po stracie dwóch ukochanych synów i wie, że nie byłaby dla Ruth dobrą matką. Dziewczynka wychowuje się z ojcem kobieciarzem i wyrasta na sławną powieściopisarkę. Wtedy też fabuła nabiera rozpędu, a czytelnik śledzi losy bohaterów na przestrzeni wielu lat. 

Bardzo trudno jest mi opowiedzieć, o czym jest "Jednoroczna wdowa". Irving zwykle porusza bardzo wiele tematów, z których niełatwo wyłuskać ten najważniejszy - wszystkie są równorzędne. Tutaj przewija się miłość, cierpienie, fascynacja, tęsknota. Każdy bohater porusza własny wątek: Marion wciąż myśli o swoich zmarłych synach, Eddie myśli o Marion, Ruth przez pół życia rozważa kwestię małżeństwa i posiadania dzieci, jej przyjaciółka Hannah żyje właściwie samym seksem, a ojciec Ruth, Ted, specjalizuje się w podrywaniu nieszczęśliwych mężatek.

Powieść jest długa, ale krótkie rozdziały sprawiają, że czyta się ją stosunkowo szybko. Co ważne, przy książce nie da się nudzić, autor co rusz wprowadza do fabuły ciekawe sytuacje, często można się przy tej lekturze uśmiechnąć. Irving jest dla mnie mistrzem konstruowania długich fabuł, które z biegiem akcji nie zaczynają dłużyć się jak flaki z olejem. 

"Jednoroczna wdowa" to książka dla osób, które lubią powieści opiewające na prawie całe życie postaci, które w nich występują. Których urzeka nietuzinkowy humor i charakterystyczni bohaterowie. Którzy lubią po prostu dobrą powieść, o której nie zapomina się w minutę po jej przeczytaniu.

środa, 10 czerwca 2015

Wakacje!

Z tym tytułem, to troszeczkę przesadziłam, bo zostały mi do zaliczenia jeszcze dwa egzaminy, ale tak właściwie, to mogę powiedzieć, że już za chwilunię zaczynam wakacje! Dla osoby, która studiuje dziennie, pracuje na cały etat i jeszcze biega na siłownię, wakacje są miłą odmianą :).
A jak wakacje, to i czasu na czytanie dużo więcej niż zwykle. W ciągu roku akademickiego, jest mi ciężko znaleźć czas na przyjemności, bo studiuję kulturoznawstwo, a na tym kierunku głównie się czyta. Szczególnie, że jestem na literackiej specjalizacji.
Teraz, kiedy przerwa za pasem, wreszcie mogę nadrobić moje książkowe zaległości, których niestety nazbierało się całkiem sporo.
W tamtym roku zrobiłam caaaałą dłuuuuugą listę książek, które miałam zamiar przeczytać. Było ich chyba ze trzydzieści i wszyscy pisali mi, że to bardzo śmiałe plany. A i owszem, nie przeczę. Grunt, że wtedy udało mi się je zrealizować i w październiku miałam już czyste konto czytelnicze.
Na dzień dzisiejszy nie chce mi się robić żadnej nowej listy. Wystarczy, że widzę ten ogromny stos, który na oko liczy 30 pozycji. A coś mi się wydaje, że to dopiero początek.
Mam nadzieję, że uda mi się bywać tutaj i bywać u was dużo częściej, bo ten blog troszkę przywiędł i mam wrażenie, że mało osób na niego zagląda. Nie chciałabym, żeby tak całkiem umarł, więc mam zamiar wybrać się na wyprawę w Internety i przygarnąć tutaj troszkę nowych twarzy :).
Trzymajcie kciuki, żeby to wszystko się udało. 

wtorek, 9 czerwca 2015

JOHN GROGAN "Marley i ja"


Lubię książki, w których głównym bohaterem jest zwierzątko. Uwielbiam "Zaklinacza koni" i "Szczeniaka". Czworonogi zawsze wprowadzają do lektury coś świetnego, czasem morze radości, a czasem dużo łez.

"Marley i ja" to taka historia, której nie byłoby bez psa. Tytułowy Marley to labrador retriver, którego John i Jenny kupili sobie by sprawdzić się w roli opiekunów. I który całkowicie zmienił ich życie. Ten pies urodził się po to, by broić, niszczyć, kraść jedzenie, wyłamywać barki na spacerach i panicznie bać się burzy. Trochę taki pies-pułapka, całkowicie niereformowalny posiadacz ADHD.

To właśnie on, Marley, był nieodłącznym elementem rodziny Groganów. To z nim przeżyli swoje najlepsze i najgorsze chwile, a gdy jego życie dobiegło końca, uświadomili sobie, że bez niego nic nie jest takie samo. 

John Grogan, autor i główny bohater książki, z zawodu jest felietonistą. To, w jaki sposób udało mu się pokazać historię swojej rodziny wynika z talentu i miłości do pracy, którą wykonuje. "Marley i ja" to książka niezwykle ciepła, pełna miłości i szczęścia. Momentami bardzo smutna, wzruszająca do łez, a niejednokrotnie tak śmieszna, że nie da się powstrzymać od parsknięcia na głos.

Jedno jest pewne, takich lektur powinno być więcej, bo z pewnością nie jeden czworonóg mógłby dostarczyć na nie materiału. A przecież każdy od czasu do czasu lubi przeczytać coś zabawnego, odprężającego i opowiadającego o najgorszych psach świata, bez których nie można żyć. 


niedziela, 7 czerwca 2015

MARIA ULATOWSKA "Sosnowe dziedzictwo"


Są takie książki, z których aż spływa ciepło, serdeczność i radość. Są też historie, które zdarzają się zazwyczaj tylko w książkach. Taka właśnie jest fabuła "Sosnowego dziedzictwa".

Anna Towiańska w spadku po dziadkach, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim dziedziczy mocno podupadły, ale nadal piękny dworek Sosnówka w Towianach. Kobieta bardzo odważnie postanawia nocować w swoim nowym królestwie od pierwszego dnia, a przy okazji zdobywa psa, panią gospodynię, weterynarza, parkingowego... Jest w końcu piękną, wykształconą i lubiącą ludzi kobietą. 

Sielanka. Żyć nie umierać. Mocno trąci mi tutaj "Domem nad rozlewiskiem", tyle, że jest jeszcze bardziej swojsko i aż nierealnie. I to jest właściwie mój główny zarzut do powieści, bo przecież wszystko ma swoje granice. 

Książkę czyta się szybko i płynnie, nie wymaga skupienia uwagi. Podzielona została ona na czasy Powstania by czytelnik z pierwszej ręki mógł poznać losy krewnych Anny oraz czasy współczesne - te cudowne dni spędzone w Sosnówce. Może się czepiam, bo przecież w swojej powieści autorka może sobie stworzyć raj na ziemi, skoro tak właśnie chce, ale przecież nie jest to książka fantastyczna i chyba tylko skrajny optymista mógłby uwierzyć w to, co się tam dzieje. 

Zwykle nie mam nic przeciwko powieściom, które relaksują i dają pomarzyć o swoim własnym azylu gdzieś daleko od zgiełku miasta. Niestety ta powieść zupełnie mnie do siebie nie przekonała, a historia rodem z "Żyli długo i szczęśliwie" przyprawiła o nałogowe przewracanie oczami. 

czwartek, 4 czerwca 2015

RYSZARD KAPUŚCIŃSKI "Heban"


Ryszard Kapuściński był jednym z autorów piszących reportaże literackie. Jego podróże do Afryki plasowały się na szczycie wypraw z Polski. Kapuścińskiemu zależało na tym, by przedstawić czytelnikowi prawdziwą Afrykę, nie tą, którą kreowały media. "Heban" to właściwie zbiór tych dowodów.

W prologu książki William Pike, który gościł Kapuścińskiego w swoim domu w Kampali, opowiada o tym, jak reporter gromadził materiały, w jaki sposób zdobywał zaufanie tamtejszych ludzi i jak bardzo był przy tym wszystkim skromnym człowiekiem. Podróżnika interesowali przede wszystkim zwyczajni mieszkańcy miasteczek i wiosek, z którymi bardzo lubił rozmawiać. Nie obchodziły go duże sprawy, zajmował się raczej codziennością, co znacznie wzbogaciło jego książkę.

"Heban" to nie jedna długa historia, ale wiele mniejszych, fragmentarycznych opowiastek. Cała Afryka została tam podzielona na klany, plemiona, różne wierzenia. Ta niejednorodność nierzadko zadziwia. "Heban" jest dowodem na to, że Afryka to nie tylko głód, wojna, czy safari (choć i słoń się tam znajdzie). To kontynent jak każdy inny, tyle, że duszący gorącem i czasami bardzo kapryśny. 

"Heban" czytałam przy okazji pisania swojej pracy licencjackiej na temat reportaży innego świetnego reportażysty Wojciecha Jagielskiego. Oboje oni, Kapuściński i Jagielski, burzą mit Afryki, którą znamy bardzo powierzchownie i stereotypowo. Jest to więc książka dla każdego, kogo nie zadowalają obrazki wyświetlane w telewizji i książki, które również często stereotypizują daną kulturę. Dla każdego, kto chce poznać Afrykę prawdziwą, nie opakowaną w zgrabne słówka i kłamstwa.

niedziela, 24 maja 2015

BRUCE FIFE "Cud mąki kokosowej"

Cud mąki kokosowej. Zdrowa alternatywa dla pszenicy - Bruce Fife

"Cud mąki kokosowej" to książka przeznaczona zwłaszcza dla osób cierpiących na nietolerancję glutenu. Jest to też wspaniała alternatywa dla niezdrowej białej mąki. Mąka kokosowa zawiera bardzo dużo błonnika, jest mało kaloryczna i reguluje poziom cukru we krwi. Nic, tylko jeść.

Co do samej książki, składa się ona zasadniczo z dwóch części. Pierwsza z nich, to opis samego produktu. Znajdziemy tam wymienione zalety mąki kokosowej, jej dobroczynny wpływ na organizm i leczenie niektórych chorób, przedstawienie jej również jako zamiennik w zwyczajnej diecie. Osobiście, nigdy wcześniej nie miałam styczności z tą mąką, na szczęście w książce znajduje się specyfika produktu, to, jak używać tej mąki, by wypieki z jej udziałem wychodziły duże i puszyste, no i czego się wystrzegać, żeby nie zniechęcić się do niej już na starcie.

Druga część podręcznika, to to, co tygryski lubią najbardziej, czyli przepisy, w których można wykorzystać mąkę kokosową. Mnóstwo ciast, babeczek i innych pyszności, z którymi musieli się pożegnać nietolerujący glutenu. Co najważniejsze, wszystkie dania, które proponuje autor, są zdrowymi zamiennikami tuczących odpowiedników. Nie zawierają cukru, utwardzonych tłuszczy i dobrze wpływają  na zdrowie.

Jedyny minus mąki kokosowej, to chyba jej wysoka cena i słaba dostępność w Polsce. Trudność w obchodzeniu się z produktem może polegać też na samym przygotowywaniu dań, bo jest to dosyć specyficzna mąka, której nie można łączyć jak popadnie i liczyć na piętrowy tort. Myślę jednak, że to jest kwestia do wypracowania, a chyba warto poświęcić chwilkę dłużej na zdrowy i pyszny deser.

Książkę polecam zdecydowanie każdemu, kto nie może spożywać pszenicy, a nie chce rezygnować z pysznych wypieków. Jest to też propozycja dla każdego, kto lubi gotować i poznawać nowe, całkowicie zdrowe alternatywy dla dotychczasowych potraw. 

poniedziałek, 11 maja 2015

EVA WEAVER "Lalki z getta"


"Lalki z getta" tio historia dużego czarnego płaszcza, który nie raz uratował komuś życie, kilku pacynek, które wywoływały uśmiech w bardzo trudnych czasach oraz Miki, chłopca z warszawskiego getta i Maxa, niemieckiego oficera.

Życie lubi zaskakiwać, a historia zataczać koło. Czasem sytuacja bez wyjścia tworzy nowe szanse na przeżycie kolejnego dnia, albo wręcz zmienia wszystko, przewraca do góry nogami.
Dziadek Miki był szanowanym i lubianym profesorem matematyki do czasu, gdy do Warszawy wkroczyli Hitlerowcy.
Getto, a w nim głód, poniżenie, śmierć. Pewnego dnia po ukochanym dziadku został tylko płaszcz pełen tajemnych kieszeni. To tam Mika znalazł Księcia i inne pacynki robione przez jego dziadka. To dzięki pacynkom udawało mu się wywoływać w getcie uśmiech. To dzięki nim, a może przez nie poznał Maxa - swego oprawcę i wybawiciela.

Nagły zwrot akcji - teraz to Max trafia na Sybir i może poczuć, co przeżywali Żydzi w getcie, zrozumieć pewne sprawy. Towarzyszy mu tylko Książę, najdroższa pamiątka z przeszłości, pamiątka po małym Mice z getta, którego może wbrew sobie polubił.

Stwierdzenie, że to kolejna książka o holocauście to zdecydowanie za mało. To powieść o smutku, strachu, ogromnej miłości i nadziei na przeżycie. To również książka o ogromnej odwadze, heroicznym poświęceniu i bohaterstwie. To dwie perspektywy, pokazanie, że nic nie dzieje się przypadkiem i że nikt nie może czuć się bezkarny.

Eva Weaver stworzyła bardzo dobrą książkę. Tematykę znaną i mocno wyeksploatowaną przedstawiła w nowy, świeży sposób, który chwyta za serce i porusza czytelnika. U mnie funkcjonuje zasada "tematyki prześladowania Żydów nigdy dosyć". Może po prostu czuję potrzebę, by wiedzieć o tym jak najwięcej. Cieszę się, że trafiłam na tę powieść, bo jest całkowicie inna od tego, co dotychczas czytałam. Jest dużo lepsza. Chwytająca za serce w całkiem odmienny sposób. Cudowna. Cieszę się,  że na nią trafiłam i na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.

piątek, 8 maja 2015

ALICE SEBOLD "Nostalgia anioła"


Pierwszą książką autobiograficzną Alice Sebold była "Szczęściara", w której to autorka opowiada o brutalnym gwałcie, którego była ofiarą. "Nostalgia anioła", to jej debiut powieściowy, który w pewien sposób nawiązuje do doświadczeń autorki. Książka ta bardzo długo biła rekordy popularności w wielu krajach.

Narratorką powieści jest nieżyjąca Susie Salmon. Dziewczynka padła ofiarą gwałciciela i mordercy pewnego zimowego popołudnia. To z jej perspektywy czytelnik poznaje dalsze losy rodziny i przyjaciół Susie. Ich traumę, ból po stracie, mur obronny, jaki wokół siebie stworzyli. Dziewczynka obserwuje ich z nieba, gdzie ma wszystko, czego mogłaby sobie zażyczyć. Niestety jej jedynym marzeniem jest powrót do domu, na którym jej śmierć odcisnęła mocno swoje piętno. 

Historia przedstawiona w "Nostalgii anioła" to schemat, który bardzo często ma odbicie w realnym świecie. Sebold postanowiła pokazać całą tą sytuację oczami zamordowanej dziewczynki, co uczyniło z niej opowieść nieco fantastyczną, ale też niesamowicie emocjonalną.
Susie ze swojego nieba obserwuje jak jej morderca spokojnie żyje na wolności nie czując presji ucieczki, jak policja zatacza błędne koło, jak jej rodzina powoli traci nadzieję na odnalezienie jej ciała, jak bardzo nie potrafią się z tym faktem pogodzić.

Alice Sebold postanowiła pokazać tę historię w dłuższym odcinku czasowym, by uzmysłowić czytelnikowi, że czyjejś śmierci nie da się zapomnieć po roku, a przeciwnie, jest to bardzo długi i bolesny proces.

"Nostalgia anioła" to jednocześnie powieść o ogromnej tragedii i stracie oraz historia o odradzającym się uczuciu i gojeniu ran. 

piątek, 24 kwietnia 2015

PHILIPPA GREGORY "Kochanice króla"


O Philippie Gregory słyszał każdy szanujący się czytelnik Isadory. Ja właśnie dzięki jej recenzjom skusiłam się na książki tej pisarki i nie żałuję tej decyzji, bo chociaż przeczytałam dopiero jedną (na półce czeka już kolejna), to pewnie niedługo ten wynik znacznie się poprawi.

"Kochanice króla" to historia sióstr Marii i Anny Boleyn, które zabiegają o względy króla Anglii Henryka VIII. Szkopuł tkwi w tym, że Henryk ma żonę, uwielbianą przez Marię, Katarzynę. Ród Howardów i Boleynów za nic ma sobie królową, a także męża Marii, chcąc za wszelką cenę zobaczyć członka swojej rodziny na tronie. Gdy w krąg zainteresowań króla wchodzi Anna, walka o tron staje się coraz bardziej zawzięta i traci wszelkie zasady.

Jedyne, co chciałoby się powiedzieć, to "wow", ale z drugiej strony, szkoda byłoby poprzestać jedynie na tym. Gregory bardzo obrazowo oddała czas historyczny w powieści, wzorowo odtworzyła zasady panujące na dworze. Tak dokładne opisy wskazują jednoznacznie na ogromną wiedzę autorki, którą hojnie dzieli się z czytelnikami. 
A jakież to były czasy? To wtedy, kiedy kobieta nie mogła decydować sama o sobie, gdy wszelkie kwestie rozstrzygane były przez jej ojca i rodzinę, bez jakiejkolwiek myśli o samej zainteresowanej. Najbardziej pożądanymi cechami były spryt, przebiegłość, dwulicowość, które pozwalały piąć się po chwiejnej drabinie społecznej. Życie na dworze wymagało trudu i poświęceń, nie każda panna mogła zostać królewską faworytą, nie każda też potrafiła unieść to brzemię.

Historia sióstr Boleyn jest dramatyczna, a z biegiem rozdziałów coraz więcej w niej szaleństwa i desperacji. Anna jest tą z sióstr, która nie zawaha się przed morderstwem, czy innym grzechem śmiertelnym byle tylko zdobyć upragniony cel - koronę Anglii. Maria natomiast, choć z pozoru głupiutka i nie potrafiąca tańczyć, jak jej zagrają, okazuje się w efekcie najmądrzejszą z rodziny.

Philippa Gregory spisała się na medal. Jej książka wciąga od pierwszych stron zachwyca drobiazgowością, a także genialną fabułą. Nie jestem/byłam fanką powieści historycznych, gdyż zwykle kojarzyły mi się z nudą i scenami batalistycznymi (stereotypy, wiem, wiem), teraz wiem, że o historii można opowiadać intrygująco, a czytać ją z wypiekami na twarzy.