piątek, 6 kwietnia 2012

MARTA BILEWICZ "Zdążyć przed świtem"


Na książkę Pani Bilewicz skusiłam się, gdyż chciałam sprawdzić, jak poradzi sobie z taką tematyką Polka. Nieco zdziwiłam się, gdy otrzymałam przesyłkę – powieść ma prawie 600 stron. Zaciekawiona, wzięłam się za lekturę i zostałam nieźle zaskoczona.

Główny bohater, to agent DEA mieszkający w San Francisco – Gareth Brown. Poznajemy go, jak również jego przyjaciół, gdy wyruszają na misję uwolnienia amerykańskich jeńców. Cała sprawa przybiera nieoczekiwany obrót i prowadzi ich do wyjaśnienia innej zagadki – skradzionego z muzeum posągu Amona. W owym muzeum Garry poznaje Kate, która jako pracownica placówki ma mu dostarczyć wszelkich informacji na temat eksponatu. Dochodzenie nabiera tempa, okazuje się, że Kate, za wszelką cenę próbuje ukryć pewne fakty ze swojego życia, Garry natomiast, chcąc jej pomóc, narazi siebie i przyjaciół na ogromne niebezpieczeństwo.

Co mnie w tej powieści zaskoczyło? Przede wszystkim to, że bohaterowie w większości są z San Francisco, a z Polską nie mają nic wspólnego (takie moje zboczenie – Polski autor, polskie realia). Po drugie, w książce nie czuje się w ogóle tego charakterystycznego stylu polskich pisarzy, który często nas, czytelników, rozczarowuje.
Akcja jest dynamiczna, pełna zwrotów i bardzo płynna – jedna sprawa pociąga za sobą kolejną, taki ciąg przyczynowo-skutkowy, nie ma miejsca na przypadek.

O każdym z bohaterów dowiadujemy się całkiem sporo, czasem miałam wrażenie, że ważniejsi są (Connie i Joe), partnerzy Garetha, niż on sam. Szczególną sympatią zapałałam do Connie – istnej seksbomby, niedoścignionej snajperki i pożeraczki męskich serc, która miała trudne dzieciństwo, a mimo to wyszła na prostą. Uwielbiałam ją również za to, że świetnie jeździła konno i kochała pracę na ranczo, które prowadziła razem z bratem.
Ciekawostką jest, że każdy z bohaterów ma za sobą jakiś bagaż doświadczeń, dzięki któremu jest barwny i nieco tajemniczy. Chyba nie ma takiej postaci, która nie okazałaby się dwoista, która nie miałaby nic do ukrycia.

Kolejna rzecz – wielość miejsc akcji. Podróżujemy po Wyspach Kanaryjskich, Japonii, San Francisco, Londynie. Nie zwraca się w książce za wiele uwagi na krajobrazy, natomiast bardziej chodzi o ludzi, którzy w danych miejscach mieszkają. W Japonii, mamy do czynienia z Ninja, w Nevadzie królują ranczerzy, przez wszystkie te miejsca przewija się również Włoska Mafia.

Co do tytułu, nie potrafię go rozgryźć. Niby jakoś współgra z akcją, wiadomo, że liczy się każda godzina i nie ma czasu na wahanie, ale mimo wszystko mi tu nie pasuje i zmieniłabym go na inny. Jaki? Nie mam pojęcia.

Lekturę oceniam na plus, czytało się ją bardzo dobrze. Mam nadzieję, że wkrótce zobaczę gdzieś kolejne książki Pani Bilewicz, po które z chęcią sięgnę.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Novae Res. Dziękuję!

6 komentarzy:

  1. Czytałam i tez mi się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, po Twojej recenzji wpadła mi w oko ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie wiem. Nie jestem przekonana więc jeszcze zobaczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio coraz bardziej przekonuję się do pisarzy. Zawsze czytałam tylko Rafała Kosika, potem z Wydawnictwa Novaeres otrzymałam książkę Aleksandry Ból, po której przepadłam. Z chęcią, więc przeczytam kolejną książkę polskiej pisarki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama z siebie raczej po tę książkę nie sięgnę. Nie lubię takiej tematyki, nie lubię jak polscy autorzy piszą nie o Polsce (Ty jak widzę, też), jedynie bohaterowie przemawiają o mnie. Trochę za mało żebym przeczytała.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń